Connect with us

NFL

Janusza Sidłę nie zawsze wymienia się jednym tchem wśród największych polskich sportowców. Właśnie mija 69 lat od jego niezwykłego gestu fair play. Gestu, wokół którego narosło wiele wątpliwości ➡

Published

on

Ponad 20 lat startów. Fenomen sportowy. Powtarzalność sukcesów przez lata, przez dekady, a przecież na pierwsze igrzyska pojechał w wieku 19 lat. Coś niewiarygodnego! Fenomen socjologiczny… Janusza Sidłę nie zawsze wymienia się jednym tchem wśród największych polskich sportowców, ale z pewnością zasłużył na podsumowanie kariery w stylu Włodzimierza Szaranowicza żegnającego Adama Małysza. Po złoto igrzysk olimpijskich nie sięgnął tylko na własne życzenie. Właśnie mija 69 lat od jego niezwykłego gestu fair play. Gestu, wokół którego narosło wiele wątpliwości.

Janusz Sidło jest najwybitniejszym polskim oszczepnikiem w historii. Jego największym osiągnięciem było srebro igrzysk olimpijskich w Melbourne
Do Australii wybierał się w roli faworyta, jednak splot niezwykłych wydarzeń uniemożliwił mu zajęcie miejsca na najwyższym stopniu podium
Przyczynił się do tego sam Sidło, który zdobył się na niezwykły gest fair play: oddał rywalowi swój oszczep, a ten pobił nim rekord świata i sięgnął po olimpijskie złoto. Co do zachowania Polaka pojawiło się potem jednak dużo powątpiewań
Najlepszy polski sportowiec powojennego XX-lecia zmarł w wieku 60 lat
Przypominamy tekst z 26 listopada 2021 r

Jeśli ci wyjdzie, pogodzisz najlepszych” — powtarzali mu. Janusz Sidło tylko uśmiechał się na te słowa, ale w nocy przekręcał się z boku na bok. Marzył bowiem o tym medalu. Gdzieś z boku do świadomości dobijała się myśl, że przecież jako debiutant będzie musiał zapłacić frycowe. Że jako człowiek zza Żelaznej Kurtyny zostanie przytłoczony obyczajami i dobrobytem Zachodu.

Z drugiej jednak strony ówczesna propaganda kolportowała oczywiście przekaz, że to w Polsce jest dobrobyt, a za granicą są problemy z żywnością. Nic bardziej mylnego. — Nigdy naraz nie widziałem tylu pomarańczy. Zabrałem klika i schowałem w swej szafce przy łóżku. Myślałem, że były tylko w dzień otwarcia igrzysk, na pokaz, jak u nas przed świętami — wspominał Zdobysław Stawczyk.

Kupić ich w sklepie w Finlandii nie mieliśmy za co. A bardzo chciałem zabrać parę do kraju. Pomarańczy było jednak w bród do końca igrzysk. Te w szafce w końcu zgniły. Wreszcie wpadłem na to, że można do kraju zabrać świeże, w ostatni dzień pobytu. Ku mojemu zdumieniu nie podbierali ich sportowcy z krajów zachodnich, którzy według naszej propagandy żyli w skrajnej nędzy — relacjonował nasz sprinter.

Sidło rozterek z pomarańczami w Helsinkach nie miał, ale zdobyte doświadczenie wykorzystywał później także na innym polu. O jego pomysłowości w kwestii przewożenia rozmaitych rzeczy na handel krążą legendy. Pewnego razu do bagażu podręcznego wpakował silnik do mercedesa. Jeszcze na pasie lotniska ostrzegał innych pasażerów, żeby nikt w tym samym czasie nie wchodził na schodki, bo się załamią.

To było jednak na późniejszym etapie kariery. W Finlandii nie poradził sobie z wielką imprezą. Startujący do tej pory przy dużo mniejszej publiczności oszczepnik nie był w stanie zaprezentować formy, którą pokazywał chociażby na treningach. Gdy przyszło do olimpijskiej rywalizacji, rzucił jedynie 62,16 m i odpadł w półfinale.

Miał jednak dopiero 19 lat. Na igrzyska pojedzie jeszcze cztery razy, a za cztery lata zanotuje niezapomniany występ.

Ambasador
Rok później ma już u stóp całą Europę. Do annałów przechodzi jego występ w meczu NRD— Polska. W drugiej kolejce rzuca oszczep na odległość 77,32 m. To nowy rekord Polski, Sidło zwija więc manatki i decyduje się na koniec rywalizacji.

Wtedy pojawia się jednak ekipa filmowa i prosi naszego sportowca, żeby oddał jeszcze jeden rzut. Próba wykonana właściwie tylko na potrzeby filmu okazuje się krokiem milowym w jego karierze. Jako drugi człowiek w historii przekracza magiczną barierę 80 m. Do rekordu świata Franklina Helda (80,41 m) brakuje tylko 26 cm.

Występ w Jenie zapoczątkowuje pasmo jego sukcesów. W latach 1953-56 nie przegrywa starcia z zagranicznym rywalem. Mając 21 wiosen, zostaje mistrzem Europy. Jest rozchwytywany przez organizatorów zagranicznych mityngów. To dla niego na stadion walą tłumy. Dwa razy (1954 i 1955 r.) zostaje Sportowcem Roku w plebiscycie “Przeglądu Sportowego”. A nasza prasa nazywa go “ambasadorem Polski”.

Do pełni szczęścia brakuje tylko rekordu świata i złota igrzysk olimpijskich.

Pierwszy z celów udaje mu się osiągnąć pół roku przed imprezą w Australii. W Mediolanie uzyskuje 83,66 m, o 10 cm bijąc dotychczasowe najlepsze osiągnięcie w wykonaniu Fina Soiniego Nikkinena. Obserwatorzy relacjonują, że próba Sidły nie była perfekcyjna technicznie — gdyby siła ramienia trafiła czysto w oszczep, ten poszybowałby kilka metrów dalej. Nie mąci to jednak radości Polaka. Zwłaszcza że prasa obwołuje go najlepszym oszczepnikiem wszech czasów.

Tyle że kilkanaście dni po mityngu w stolicy Lombardii pojawia się ostrzeżenie. Egil Danielsen z Norwegii rzuca zaledwie 9 cm mniej od Sidły. W Melbourne zanosi się na niezapomnianą rywalizację.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 UKfoxnews