NFL
Takich scen jeszcze nie było.
W studiu telewizyjnym doszło do gwałtownego starcia, w którym Magdalena Zawisza i Karolina Pawliczak od początku nie szczędziły sobie uszczypliwości. Emocje sięgnęły zenitu, gdy Zawisza ironicznie zapytała:
„Pani jest rządem? Dobrze, a pani kim jest?”,
na co Pawliczak błyskawicznie odpowiedziała:
„Opozycja, opozycja. Po której pani stronie? Po stronie PiS-u czy po stronie demokratycznej?”.
Widzowie byli świadkami sytuacji, w której wzajemne przekrzykiwanie się uniemożliwiło prowadzenie jakiejkolwiek konstruktywnej wymiany zdań. Konflikt ten pokazał, jak głęboka niechęć dzieli obie posłanki, które zamiast argumentów merytorycznych, postawiły na otwartą konfrontację przed kamerami.
Głównym punktem zapalnym okazała się wiarygodność polityczna, a Magdalena Zawisza wprost oskarżyła swoją rozmówczynię o nielojalność wobec elektoratu. Padły mocne słowa:
„Oszukała pani wyborców, bo pani startowała z listy partii, która deklarowała, że nie będzie popierać PiS-u”.
Gdy atmosfera stawała się coraz bardziej napięta, Zawisza dodała złośliwie w stronę Pawliczak:
„Powinna pani latać na pasku Tuska tak jak pani. Wtedy byłoby pięknie”.
Pawliczak starała się bronić, podkreślając swoją niezależność, jednak atak dotyczący zmiany barw partyjnych skutecznie zepchnął dyskusję na tory osobistych rozliczeń, co stało się głównym motywem tej części programu
Napięcie osiągnęło punkt krytyczny, gdy do kłótni włączył się Karol Ciecióra, wyciągając kwestie finansowe Partii Razem. Polityk zapytał prowokacyjnie:
Spłaciła pani już te 200 tysięcy, które zabraliście z partyjnej kasy?”,
sugerując, że sprawą powinna zająć się prokuratura. Magdalena Zawisza zareagowała na to wyjątkowo ostro, wielokrotnie dopytując z niedowierzaniem:
„Czy pani mi grozi? Pani mi grozi? Bo nie latam na pasku Tuska, to pani mi będzie teraz groziła?”.
Ta wymiana zdań była najbardziej dramatycznym momentem wieczoru, w którym polityczne insynuacje o charakterze kryminalnym wywołały u uczestniczki poczucie bezpośredniego ataku i zastraszania na wizji.
Agnieszka Gozdyra przez większość czasu starała się zapanować nad gośćmi, jednak jej próby dyscyplinowania rozmówców kończyły się jedynie krótkimi pauzami w kłótni. Dziennikarka z ironią zauważyła:
„Ja mam nadzieję, że panie nie będą się przesiadać nigdzie, przysiadając tylko…”,
a później bezskutecznie próbowała wejść w słowo:
„Jeśli ja mogę przerwać paniom tę dyskusję, ona jest bardzo ciekawa”.
Mimo interwencji prowadzącej, chaos w studiu trwał w najlepsze, a posłanki ignorowały prośby o spokój. Całe zdarzenie uwidoczniło, że w obliczu tak silnych emocji, nawet doświadczony dziennikarz ma trudności z utrzymaniem standardów debaty publicznej i rzetelnym moderowaniem rozmowy.