Connect with us

NFL

O tym będzie głośno

Published

on

Kiedyś kojarzyliśmy ją głównie z czepkiem, okularkami i morderczym treningiem na basenie. Dziś Otylia Jędrzejczak udowadnia, że życie po sporcie wcale nie musi oznaczać emerytury w kapciach. Choć „Motylek” rzadziej bywa w wodzie, to wciąż trzyma się blisko sportu, tyle że teraz częściej w biznesowym wydaniu. Najważniejszą rolą Otylii jest obecnie funkcja prezeski Polskiego Związku Pływackiego. To nie jest „ciepła posadka” dla legendy – Jędrzejczak przejęła stery w trudnym momencie, kiedy środowisko było mocno skłócone. Zamiast bić rekordy życiowe, bije się teraz o budżety i lepsze warunki dla zawodników. Widać, że sportowy upór przydaje się jej w negocjacjach z działaczami i ministerstwem równie mocno, co kiedyś na ostatniej prostej wyścigu.

Otylia nie zapomniała też o dzieciakach. Jej fundacja prężnie działa, organizując m.in. Otylia Swim Tour. To cykl warsztatów, podczas których mistrzyni jeździ po Polsce i pokazuje młodym pływakom, że sukces to nie tylko talent, ale przede wszystkim systematyczność. Co ciekawe, projekt skupia się też na psychologii sportu, bo Jędrzejczak doskonale wie, jak wielka presja potrafi zniszczyć młodego człowieka. Możemy ją też oglądać w roli ekspertki telewizyjnej. Podczas wielkich imprez tłumaczy zawiłości techniczne i ocenia szanse Polaków. Co ważne, Otylia zadbała o zaplecze – skończyła studia na AWF i zarządzanie na Uniwersytecie Warszawskim, co daje jej solidne podstawy do bycia skutecznym urzędnikiem sportowym.

W przeciwieństwie do wielu celebrytów, Jędrzejczak nie zalewa nas prywatą. Wiemy, że jest mamą Marceliny i Grzegorza, a macierzyństwo traktuje jako swoje najważniejsze wyzwanie. W sieci promuje raczej aktywny tryb życia i motywację niż luksusowe wakacje. To rzadki przypadek mistrzyni, która po zejściu z podium potrafiła odnaleźć się w rzeczywistości, gdzie nie ma medali, a liczy się po prostu ciężka praca u podstaw.

oTYLIA jĘDRZEJCZAK FOT. kapIf
Kinga Rusin WRÓCIŁA PO 20 LATACH! Krótko i bezlitośnie o DEBACIE W KOŃSKICH!
POPRZEDNI
NASTĘPNY
Otylia Jędrzejczak o naciskach Rosji i Białorusi
Otylia Jędrzejczak, którą większość z nas kojarzy ze złotymi medalami, dziś musi radzić sobie na zupełnie innym torze – tym dyplomatycznym i organizacyjnym. Jako szefowa polskiego pływania stanęła przed wyzwaniem, które wymagało więcej siły niż finał na 200 metrów motylkiem. Chodzi o organizację Mistrzostw Europy i ogromną presję ze strony Światowej Federacji Pływackiej, która chciała przywrócenia sportowców z Rosji i Białorusi do rywalizacji.

W rozmowie z portalem Kozaczek Jędrzejczak postawiła sprawę jasno. Mimo że impreza była gigantycznym sukcesem logistycznym, za kulisami toczyła się walka o zasady. Światowi działacze próbowali wymusić zmianę ustaleń, ale polska strona, ramię w ramię z European Aquatics, nie ugięła się. Sportowcy z krajów agresorów zostali wykluczeni, co w dzisiejszej sytuacji politycznej wydaje się jedyną słuszną drogą.

Zostaliśmy ocenieni przez Europejską Federacją Pływacką na wysokim poziomie organizacji i imprezy, więc ja jestem dumna z tego, co zrobiliśmy i rzeczywiście był taki moment, kiedy Światowa Federacja Pływacka trochę chciała na nas nacisnąć, abyśmy dopuścili do startu zawodników z Rosji, z Białorusi i ja stanęłam oporem, powiedziałam, że od samego początku, kiedy kandydowałam o tą imprezę jako Polski Związek Pływacki informowałam, że ci zawodnicy nie będą mogli startować w tej imprezie — relacjonowała

Mistrzyni olimpijska użyła argumentu, który trudno zbić: lokalizacji. Mistrzostwa odbywały się w Lublinie, czyli w mieście, które leży blisko granicy z Ukrainą. To nie tylko kwestia symboli czy emocji, ale przede wszystkim realnego bezpieczeństwa. Trudno sobie wyobrazić, by w regionie tak mocno zaangażowanym w pomoc uchodźcom, na słupkach startowych stanęli reprezentanci Rosji, jak gdyby nigdy nic się nie stało.

Przede wszystkim, że mistrzostwa odbywały się w Lublinie, który jest miejscem bliżutko ukraińskiej granicy, ponadto w Lublinie przebywa bardzo dużo uchodźców z Ukrainy i to jest ten moment, kiedy było zbyt duże ryzyko dla naszych zawodników protestami i różnymi innymi sytuacjami, które mogłyby się zdarzyć — tłumaczyła.

Dla Jędrzejczak i Polskiego Związku Pływackiego sprawa jest zamknięta i oczywista tak długo, jak trwa wojna. To rzadki przykład, gdy sportowy związek potrafi pokazać kręgosłup i nie ugiąć się pod naciskiem międzynarodowych gigantów. Otylia pokazała, że pływanie pod prąd wychodzi jej równie dobrze w biurze, co kiedyś w basenie. To ważne, bo w sporcie na tym poziomie rzadko kiedy chodzi już tylko o to, kto szybciej dopłynie do ściany – czasem ważniejsze jest to, kogo w ogóle dopuszcza się do wyścigu.

Jako Polski Związek Pływacki i jako Europa trzymamy się cały czas tego zdania wojna się nie skończyła na Ukrainie, ona w dalszym ciągu trwa więc trzymaliśmy się tego zdania, aby zawodnicy nie mogli startować u nas podczas naszych zawodów — podkreśliła.

Kiedy jest Tłusty Czwartek 2026? W tym roku świętujemy wcześniej
Czytaj dalej

Od 1 lutego koniec ulg. Kontrola bez zapowiedzi i mandat z automatu
Czytaj dalej
Jedrzejczak tłumaczy stanowisko federacji
W świecie wielkiego sportu, gdzie polityka często miesza się z dyplomacją, postawa Otylii Jędrzejczak to rzadki przykład kręgosłupa moralnego. Nasza mistrzyni olimpijska, dziś działaczka, znalazła się w samym centrum ideologicznego starcia w strukturach World Aquatics. Chodziło o sprawę, która od miesięcy dzieli światowe federacje: powrót sportowców z Rosji i Białorusi na międzynarodowe tory pływackie.

Jako jedyna byłam temu przeciwna podczas głosowania przeprowadzonego online. Argumentowałam, że starając się o organizację mistrzostw Europy, zresztą nadal ta uchwała European Aquatics obowiązuje, miałam świadomość, że pływacy z Rosji i Białorusi w seniorskich zawodach nie mogą startować na naszym kontynencie — powiedziała.

Zarząd światowej federacji, z prezydentem Husainem Al-Musalamem na czele, bardzo mocno naciskał na dopuszczenie Rosjan pod neutralną flagą. Argument był zawsze ten sam – unikanie dyskryminacji i trzymanie polityki z dala od sportu. To piękna teoria, która jednak kompletnie sypie się w zderzeniu z rzeczywistością trwającej wojny. Otylia Jędrzejczak jako jedna z niewielu osób w tym gronie miała odwagę powiedzieć: „sprawdzam”.

Wytłumaczyłam sprawę, w jakim jesteśmy miejscu, że Lublin jest bardzo blisko granicy z Ukrainą, gdzie toczy się wojna. Mamy wielu uchodźców u siebie. Stanęło na tym, że wszyscy oprócz mnie w zarządzie głosowali za wdrożeniem tych działań — dodała.

Podczas oficjalnego głosowania Polka znalazła się w mniejszości, ale nie zmieniła zdania pod wpływem presji otoczenia. Kiedy prezydent federacji przekonywał do inkluzywności, Jędrzejczak twardo punktowała realia lokalne i geopolityczne. Przypomniała, że sportowcy z krajów agresorów nie startują w próżni, a ich obecność na zawodach jest policzkiem dla tych, którzy trenują w bombardowanych miastach.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 UKfoxnews