NFL
Medale turniejów zamienił na ordery. Jeden wręczył mu nawet osobiście Wołodymyr Zełenski. Śmierci się nie boi, choć wielokrotnie był blisko. Oto trzy lata Igora Kowalenki w okopie w obwodzie donieckim
Tuptają jeże. Możesz tylko obserwować, gdy twój przyjaciel jest rozrywany przez ładunek wybuchowy. Myszy polne. Jego głowa i ręce leżą niepołączone z ciałem. Tu jakaś żmija pełza. Widzisz moment, jak twojego druha zaraz wezmą do niewoli, ale on woli sam wysadzić się w powietrze. Zastanawiasz się, czemu drzewa kwitną. Są chwile, gdy śmierć jest lepsza. Oto trzy lata Igora Kowalenki w okopie w obwodzie donieckim.
Spotykamy się w restauracji w Polanicy-Zdrój. Igor, korzystając z krótkiego urlopu po blisko trzech latach walki w Ukrainie, przyjechał na pierwszy zagraniczny turniej od 2022 r. Mimo że zawiesił swoją karierę, wciąż jest 49. szachistą na świecie według rankingu FIDE. Medale turniejów zamienił na ordery. Jeden wręczył mu nawet osobiście Wołodymyr Zełenski. Śmierci się nie boi, choć wielokrotnie był blisko. Zadawał sobie wtedy jedno filozoficzne pytanie…
Igor Kowalenko (49. szachista świata, żołnierz ukraińskiej armii): To bardzo symboliczne, że gram akurat w Polsce, w memoriale Akiby Rubinsteina. Na początku wojny Polska tak naprawdę najbardziej wsparła Ukraińców spośród wszystkich krajów. Polska jako kraj, ale także jako społeczność szachowa, od arcymistrzów po amatorów. Ludzie do mnie pisali “hej, grałem z tobą na turnieju 10 lat temu, jak mogę cię wesprzeć?”. Dlatego zdecydowałem się w Polanicy rozpocząć odbudowę mojej szachowej kariery. Jestem bardzo wdzięczny organizatorom i zawsze dobrze się czuję w Polsce, ponieważ bardzo przypomina mi ona zachodnią Ukrainę i panuje tu taka sama atmosfera. Zawsze miło się gra i ludzie są bardzo mili, a nie nastawieni jedynie na wynik.
Szczerze mówiąc, nie wiem, bo nie przebywam z wieloma ludźmi. Wojskowi mówią dobrze i to jest najważniejsze. Oczywiście są ludzie niewdzięczni, to na pewno. Są, jak wszędzie. Ale wiem na pewno, że wielu Ukraińców znalazło dom w Polsce i jest bardzo wdzięcznych. Moja siostra ma dwoje dzieci, uciekała przez Polskę i otrzymała od was ogromną pomoc. Teraz mieszka w Niemczech.
Na pewno. Teraz trochę pogram w szachy, póki mam przerwę, ale w 2026 r. możliwe, że pojadę do Donbasu. Na razie zostałem przeniesiony z frontu do jednostki operującej bardziej wewnątrz kraju, przez co mam trochę czasu, by grać w szachy. Dopóki wojna się nie zakończy, nie ma jednak szans, bym wrócił do szachów na poważnie. Na razie staram się tylko utrzymywać swój poziom, by móc reprezentować Ukrainę na różnych turniejach.
Jako sportowiec musiałeś iść do wojska?
Zostałem powołany i nie chciałem się ukrywać. To znaczy, w pierwszych dniach byłem ochotnikiem, a potem dostałem wezwanie. Nie miałem wyboru. Powołano mnie w momencie, gdy jeszcze nie było procedur, by jako sportowiec olimpijczyk iść do rezerwy. Dlatego poszedłem i już w wojsku próbowałem znaleźć profesję, która najlepiej pasowałaby szachiście.
Kiedy cię wezwali, nie miałeś myśli, by uciec z Ukrainy?
Nie, nie jestem taki. W dniu wybuchu wojny obudziłem się, przeczytałem wszystkie wiadomości od znajomych, wszyscy pisali “wojna, wojna, wojna” i poszedłem spać dalej. Pomyślałem, że trzeba się wyspać, bo następne dni będą ciężkie. Byłem wtedy na północ od Kijowa, w Hostomlu niedaleko Buczy i wojna przyszła do nas błyskawicznie. Już wieczorem było słychać wybuchy, a po kilku dniach zaczęła się strzelanina w pobliżu mojego domu.