NFL
Sąsiedzi zamordowanego taksówkarza z Giżycka pokazali niezwykłą solidarność. Ich wzruszający gest pozostanie w pamięci na długo.
Pan Leszek, zamordowany w sylwestrową noc w Giżycku taksówkarz, znany był w okolicy ze swojej bezinteresownej pomocy, nigdy nie odmawiał wsparcia. — Kilka razy pomagał mi uruchomić samochód i nigdy nie chciał za to ani grosza. Zawsze był uprzejmy i koleżeński — mówi “Faktowi” pan Ireneusz, jego sąsiad. Mieszkańcy Giżycka w ramach podziękowania za pomoc, jaka płynęła od 78-latka, zdobyli się na wzruszający gest.
W Giżycku w noc sylwestrową doszło do tragicznego zdarzenia, w wyniku którego zginął 78-letni taksówkarz.3
Zobacz zdjęcia
W Giżycku w noc sylwestrową doszło do tragicznego zdarzenia, w wyniku którego zginął 78-letni taksówkarz. Foto: Materiały policyjne, zGizycka.pl / Facebook
W noc sylwestrową tuż po godzinie 21, mieszkańcy Giżycka zaalarmowali służby o podejrzanym zachowaniu kierowcy taksówki. Według zgłoszenia pojazd poruszał się w sposób, mogący wskazywać, że kierowca jest pod wpływem alkoholu.
Po zatrzymaniu samochodu świadkowie zauważyli, że 78-letni taksówkarz był zakrwawiony i miał liczne rany. Na miejsce natychmiast wezwano policję, jednak obrażenia okazały się na tyle poważne, że mężczyzna zmarł.
Policjanci szybko namierzyli 37-letniego Mateusza G. Był nietrzeźwy – badanie wykazało prawie promil alkoholu w organizmie. W miejscu zatrzymania funkcjonariusze zabezpieczyli również nóż, który mógł zostać użyty podczas ataku.
Zatrzymany został przewieziony do policyjnego aresztu. W piątek 2 stycznia zostanie dowieziony do prokuratury.
Zamordowany taksówkarz był znaną postacią w mieście. — Jeździł taksówką od 1982 r. To on założył pierwsze radio taxi w Giżycku w 1996 r. — mówi “Faktowi” jeden z jego kolegów z branży. Choć był już na emeryturze, z powodu niskich świadczeń dorabiał jako kierowca. Noc sylwestrowa, ze względu na duże zapotrzebowanie na kursy była jednym z tych dni, w które decydował się pracować.
Znajomi pana Leszka podkreślają, że był wzorem sąsiedzkiej pomocy. — Pan Leszek był super człowiekiem. Nigdy nie odmawiał pomocy. Parę razy pomógł mi w uruchomieniu samochodu i nigdy nie wziął za to ani grosza — mówi o swoim sąsiedzie pan Ireneusz, z którym wspólnie wychodzili na spacery z psami.
Dzięki interwencji straży miejskiej i pomocy partnerki pana Leszka, która przyniosła klucze do mieszkania, udało się wejść do mieszkania, w którym żył 78-latek. — Robiłem wszystko, żeby dostać się do psa. Cały czas szczekał. Będziemy się starać, żeby to partnerka pana Leszka zaopiekowała się psem. Może uda się ją do tego przekonać. Sąsiedzi mają z nią rozmawiać na ten temat — dodaje pan Ireneusz.