Connect with us

NFL

Tak gwiazdy zachwycały na czerwonym dywanie

Published

on

Sezon nagród w Hollywood oficjalnie wystartował, a 83. gala Złotych Globów pokazała, że branża filmowa po latach zawirowań stawia na solidne, klasyczne rzemiosło. Choć co roku słyszymy głosy, że te statuetki tracą na znaczeniu, to rzeczywistość weryfikuje te teorie – wyniki wciąż są najlepszym barometrem przed Oscarami. Tegoroczny wieczór miał dwóch wyraźnych liderów, którzy nie dali rywalom większych szans.

W kinach bezdyskusyjnie rządziła produkcja “Jedna bitwa po drugiej”. Cztery statuetki to jasny sygnał, że mocne, tradycyjne kino wciąż trzyma się mocno i potrafi przekonać do siebie jurorów. Z kolei na małych ekranach, w świecie streamingu, triumfowało “Dojrzewanie”. Serial również zgarnął cztery nagrody, betonując swoją pozycję jako absolutny hit ostatnich miesięcy. Jeśli szukacie planów na weekend, ta lista zwycięzców to gotowa ściągawka z tego, co po prostu wypada znać.

Jednak nie obyło się bez zgrzytów, o których huczy teraz sieć. Największą kontrowersją jest całkowite pominięcie „Frankensteina” Guillermo del Toro. To sytuacja co najmniej dziwna, biorąc pod uwagę, że film stał się finansowym potworem i bił rekordy oglądalności. Jury Złotych Globów po raz kolejny pokazało, że satysfakcja widza i komercyjny sukces to dla nich zupełnie inna bajka niż artystyczne wytyczne, którymi się kierują.

Sama gala była spokojniejsza, mniej w niej było skandali, a więcej skupienia na konkretnych nazwiskach. Hollywood najwyraźniej zmęczyło się ciągłym szokowaniem i postawiło na spójność. Dla nas, widzów, płynie z tego jeden wniosek: jeśli trend się utrzyma, “Jedna bitwa po drugiej” ma prostą drogę do Oscara, a del Toro będzie musiał zadowolić się miłością fanów zamiast statuetki na półce.


Złote Globy 2026: Kto otrzymał statuetki?
Tegoroczne Złote Globy pokazały, że w Hollywood karty są już właściwie rozdane, a sezon nagród ma jednego konkretnego faworyta. Film „Jedna bitwa po drugiej” Paula Thomasa Andersona dosłownie zmiótł konkurencję, zgarniając statuetki za najlepszą komedię, reżyserię i scenariusz. Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy ten tytuł zdominuje Oscary, to po sukcesie Teyany Taylor i samego Andersona, może je odłożyć na półkę. Ciekawie zrobiło się przy nagrodach aktorskich. Wagner Moura i Stellan Skarsgård, choć wcześniej kompletnie pominięci przez Gildię Aktorów, teraz triumfują. To sygnał, że walka o nominacje do Oscarów wciąż trwa i nic nie jest przesądzone. W świecie seriali bezkonkurencyjne okazało się „Dojrzewanie” Netfliksa. Cztery statuetki, w tym dla Stephena Grahama i Erin Doherty, to jasny dowód na to, że streamingowy gigant wciąż wie, jak robić mocne miniseriale.

Całą galę w ryzach trzymała Nikki Glaser. Po udanym debiucie rok temu, tym razem wróciła jeszcze ostrzejsza i bardziej pewna siebie. Już na wejściu kpiła z własnego wyglądu, porównując się do Frankensteina poskładanego przez chirurga bez licencji. Jednak to jej „ataki” na gości były tym, na co wszyscy czekali. Dostało się oczywiście Leonardo DiCaprio. Glaser złośliwie wypunktowała jego karierę, kończąc żartem, że osiągnął to wszystko, zanim jego dziewczyna dobiła do trzydziestki. Mimo tych złośliwości, ceremonia miała w sobie sporo świeżości. Globy od dawna próbują odzyskać prestiż i takie wybory jak „The Pitt” czy komediowe „Studio” pokazują, że jury szuka czegoś więcej niż tylko wielkich nazwisk. To był wieczór, w którym Hollywood śmiało się z samego siebie, a my dostaliśmy czytelną mapę tego, kto za chwilę będzie odbierał najważniejsze statuetki w branży.

Od 1 lutego koniec ulg. Kontrola bez zapowiedzi i mandat z automatu
Czytaj dalej

Zaskakujące, jak Nawrocki potraktował Kamila Stocha na Wielkiej Krokwi. Mówi o tym cała Polska
Czytaj dalej
Złote Globy 2026 galeria
Tegoroczne Złote Globy udowodniły, że choć trendy się zmieniają, Hollywood wciąż kocha bezpieczną klasykę, doprawioną odrobiną blasku. Na czerwonym dywanie bezapelacyjnie królowała czerń. To kolor, który wybacza najwięcej, ale potrafi też zdominować całą sylwetkę, o czym wiedzą największe nazwiska w branży. Na ciemne kreacje postawiły ikony stylu, takie jak Julia Roberts czy Miley Cyrus. Ciekawie zagrały tym kolorem Selena Gomez i Jenna Ortega, które przełamały mrok białymi akcentami, co dodało całości nieco lekkości. Nawet Ariana Grande, kojarzona raczej z pastelami, tym razem uznała, że czerń będzie najlepszym wyborem na ten wieczór. Trudno się dziwić – to sprawdzony sposób, by wyglądać elegancko, nie ryzykując przy tym modowej wpadki.

Jeśli jednak ktoś nie chciał zginąć w tłumie ciemnych sukni, szedł w drugą stronę: w stronę srebra i błysku. Kate Hudson oraz Elle Fanning wyglądały, jakby chciały skraść całe światło reflektorów dla siebie. Mieniące się materiały to na takich galach klasyk, ale w tym roku srebro miało w sobie coś z nowoczesnego chłodu, co wyglądało bardzo świeżo. Nie zabrakło też kreacji, które po prostu „robiły robotę” krojem i marką. Teyana Taylor w projekcie Schiaparelli pokazała, że moda może być rzeźbą, a Jennifer Lawrence w Diorze przypomniała, na czym polega luksusowy minimalizm. Z kolei Zoe Kravitz, wybierając suknię w bieliźnianym stylu od Saint Laurent, udowodniła, że na czerwonym dywanie wciąż jest miejsce na odrobinę kontrolowanej swobody. Podsumowując: było bezpiecznie, stylowo i bardzo luksusowo, bez zbędnego kombinowania na siłę.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 UKfoxnews