NFL
Pilna reakcja.
Sobotnia wizyta prezydenta Karola Nawrockiego na Jasnej Górze miała charakter religijno-patriotyczny i była związana z kolejną edycją Narodowej Pielgrzymki Kibiców. To wydarzenie, które od lat gromadzi tysiące fanów piłkarskich klubów z całej Polski, łącząc modlitwę, elementy wspólnotowe oraz wyraźne akcenty tożsamościowe.
Prezydent od dawna podkreśla swoje związki ze środowiskiem kibicowskim i nie ukrywa sympatii do Lechii Gdańsk. Jego obecność na pielgrzymce nie była więc zaskoczeniem – wręcz przeciwnie, wpisywała się w dotychczasową linię wizerunkową głowy państwa.
Po zakończeniu oficjalnych uroczystości doszło do mniej formalnej części wizyty. Prezydent podszedł do grupy osób oczekujących na krótkie powitanie, wymianę kilku słów i symboliczny uścisk dłoni. Takie sytuacje są typowe podczas otwartych spotkań z udziałem polityków – to moment, w którym protokół schodzi na dalszy plan, a dominują spontaniczność i bezpośredni kontakt z uczestnikami.
Jednak właśnie wtedy doszło do gestu, który szybko przyciągnął uwagę mediów. Nagrania krążące w sieci pokazały, jak prezydent wita się z jednym z mężczyzn stojących na czele grupy, a następnie przechodzi dalej. Kilkusekundowy fragment wystarczył, by internauci i dziennikarze zaczęli sprawdzać, kim był rozmówca głowy państwa.
Rozwiń
Postać „Dragona” i reakcja Kancelarii Prezydenta
Ustalono, że mężczyzną, z którym przywitał się prezydent, był Tomasz P., znany w środowisku kibicowskim pod pseudonimem „Dragon”. To postać, która od lat pojawia się w aktach spraw sądowych i raportach dotyczących przestępczości zorganizowanej wśród grup kibicowskich.
W 2024 roku Tomasz P. został nieprawomocnie skazany na sześć lat więzienia m.in. za propagowanie nazizmu, kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz udział w brutalnych pobiciach. Sprawa nie została jednak prawomocnie zakończona – złożono apelację, a to oznacza, że formalnie wyrok nie wszedł jeszcze w życie.
Gdy informacja o tym, z kim prezydent uścisnął dłoń, zaczęła pojawiać się w mediach, Kancelaria Prezydenta zareagowała szybko. Rzecznik Rafał Leśkiewicz podkreślił, że głowa państwa nie miała wiedzy o przeszłości prawnej tego uczestnika. Według oficjalnego stanowiska kontakt był przypadkowy i wynikał z charakteru wydarzenia, które miało formę otwartego spotkania z setkami osób.
Z punktu widzenia procedur bezpieczeństwa to wyjaśnienie ma swoje uzasadnienie. Podczas masowych zgromadzeń służby skupiają się przede wszystkim na ochronie fizycznej prezydenta, a nie na weryfikacji każdej osoby w tłumie. Inaczej jest przy zaplanowanych spotkaniach w wąskim gronie – tam lista uczestników jest znana i sprawdzana. W tym przypadku mówimy jednak o spontanicznym podejściu do grupy kibiców.
Mimo to w przestrzeni publicznej pojawiły się pytania o to, czy wizerunkowe ryzyko takich sytuacji nie jest zbyt duże, by można je było zbyć wyłącznie argumentem o braku wiedzy.