NFL
Brak zębów rzuca się w oczy. Zostały usunięte z powodu bakterii, które zaczęły atakować resztę organizmu. To i tak najmniejszy problem “Króla Łodzi”. Pół miasta go ubóstwiało, drugie pół szanowało, a reszta Polski kochała. Ale nie dostał tego wszystkiego na zawsze ➡
Przepraszam, że tak dziwnie mówię — Jacek Ziober wskazuje palcem na usta. Brak zębów rzuca się w oczy, zostały usunięte z powodu bakterii, które zaczęły atakować resztę organizmu. Ale za chwilę przekonam się, że to i tak najmniejszy problem “Króla Łodzi”. Pół miasta go ubóstwiało, drugie pół szanowało, a reszta Polski kochała. Ale nie dostał tego wszystkiego na zawsze. Najpierw popadł w długi, potem się rozwiódł. Dziś jest schorowany i nieco zapomniany. Jedno przynajmniej się nie zmieniło — cały czas mieszka u siebie, na łódzkiej Retkini.
Czekam na kawę, więc mam czas, by się rozejrzeć. Mieszkanie jest spore, ok. 70-metrowe. Po lewej kuchnia z jadalnią, po prawej sypialnie i łazienka. Na wprost — salon lub jak kto woli: duży pokój. W komodzie z książkami klasyki — Dostojewski, Sienkiewicz, Kapuściński. Pod oknem w telewizji leci “Dzień dobry TVN”. Na stole w popielniczce dwa niedopałki, podczas rozmowy dojdą kolejne dwa.
Wchodzi. Wyraźnie utyka. Przede mną stawia filiżankę, przed sobą wodę z sokiem malinowym, bo lekarz zabronił mu kawy.
Mógłby pan to rzucić — zagajam 60-letniego Jacka Ziobera, kierując wzrok na paczkę papierosów.
Nie ma szans. Płuca mam czyste, zbadałem. A jakieś przyjemności w życiu trzeba mieć. To jak, o czym będzie ta rozmowa? — pyta bardziej z ciekawości niż z podejrzliwości.