NFL
Mało kto zwrócił na to uwagę… 🤔🤔
Gala Mistrzów Sportu to jeden z tych wieczorów, kiedy dresy i trykoty lądują w szafie, a ich miejsce zajmują garnitury i wieczorowe suknie. Choć na czerwonym dywanie błyszczą flesze, pod spodem kryje się coś znacznie starszego i ważniejszego niż zwykły bankiet. To tradycja, która ciągnie się od lat 20. ubiegłego wieku, co czyni ten plebiscyt jednym z najstarszych w Polsce. Zasady są proste: to kibice decydują, kto w minionym roku najbardziej zaimponował im charakterem i wynikami. W tym roku oczy wszystkich szukały przede wszystkim Kuby Błaszczykowskiego, który na gali pojawił się z żoną. To postać symboliczna – sportowiec, który dla wielu jest uosobieniem pokory i lojalności, a jego obecność zawsze dodaje wydarzeniu klasy. Gala to przecież nie tylko statuetki za rekordy czy medale olimpijskie. To moment, w którym polski sport na chwilę zwalnia, by pokazać ludzką twarz tych, których na co dzień oglądamy w pełnym skupieniu na stadionach czy skoczniach.
Dla zawodników wygrana w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” to często coś więcej niż kolejny puchar do kolekcji. To potwierdzenie, że ich wysiłek został zauważony przez ludzi, a nie tylko przez sędziów z arkuszami wyników. Lista laureatów z minionych dekad to właściwie gotowy podręcznik do historii Polski – są tam nazwiska, które budowały naszą narodową dumę w najtrudniejszych czasach. Całość sprowadza się do prostej lekcji: za każdym sukcesem stoi poświęcenie i dyscyplina. Pokazuje, że systematyczność i odwaga mogą zaprowadzić na sam szczyt. To wieczór pełen emocji, który udowadnia, że sport wciąż potrafi nas łączyć, niezależnie od tego, komu kibicujemy na co dzień.
Plebiscyt na Sportowca Roku to od lat to samo widowisko: wielkie emocje, eleganckie garnitury i wieczór, w którym matematyka spotyka się z sympatią kibiców. W tym roku niemal wszyscy byli pewni jednego – Julia Szeremeta musi być w pierwszej dziesiątce. 22-letnia pięściarka stała się przecież twarzą igrzysk w Paryżu, a jej taneczny krok w ringu i zawadiacki styl bycia kupiły całą Polskę. Olimpijskie srebro wydawało się biletem wstępu do elity, na który nikt nie śmiałby kręcić nosem.
Rzeczywistość okazała się jednak inna. Kiedy ogłoszono finałową dziesiątkę, a nazwisko Szeremety się w niej nie pojawiło, na sali i w sieci zapadła konsternacja. Statuetka, na którą po cichu liczyła Julia, trafiła w ręce Klaudii Zwolińskiej. Sama pięściarka nie zamierzała udawać, że nic się nie stało. Przed kamerami nie kryła zaskoczenia, a jej mina mówiła więcej niż setki wywiadów. To nie był wyuczony uśmiech profesjonalistki, tylko szczera reakcja dziewczyny, która po prostu czuła, że na to wyróżnienie zapracowała.
No jestem trochę zszokowana. Nic na to jednak nie poradzę, tak bywa – przyznała w rozmowie z WP SportoweFakty.
Można się spierać, czy głosy kibiców rozłożyły się niefortunnie, czy może boks olimpijski wciąż przegrywa z bardziej medialnymi dyscyplinami. Fakty są jednak takie, że Szeremeta to dziś najgorętsze nazwisko w polskim sporcie, nawet bez statuetki w dłoni. To, że zabrakło jej w TOP 10, pokazuje jedynie, jak nieprzewidywalne bywają te rankingi.
Dla Julii to pewnie bolesna lekcja, ale patrząc na jej charakter, tylko doleje to oliwy do ognia. Zamiast płakać nad brakiem nagrody, pewnie już myśli o kolejnych walkach. Bo choć tym razem wyniki plebiscytu rozminęły się z oczekiwaniami, to popularności i tego, co zrobiła w Paryżu, nikt jej nie zabierze. Czasem brak nagrody mówi o sportowcu więcej niż jej zdobycie – zwłaszcza gdy o jej nieobecności mówi się głośniej niż o samym zwycięzcy.