NFL
Nawrocki pojawił się na Jasnej Górze, a tu takie sceny. Rozległy się krzyki – reakcja prezydenta powala
Sobotnie przedpołudnie w Częstochowie miało w sobie coś, co trudno opisać jednym słowem. Tłum, zimowe powietrze i poczucie, że dla wielu osób to nie jest zwykły wyjazd, tylko coroczny punkt honoru. Kiedy na Jasnej Górze pojawił się prezydent Karol Nawrocki, emocje momentalnie poszły w górę. A potem padły dwa krótkie słowa, które poniosły się po błoniach.
W Częstochowie odbyła się XVIII Ogólnopolska Patriotyczna Pielgrzymka Kibiców – wydarzenie, które od lat gromadzi środowiska kibicowskie z różnych miast i regionów. Tegoroczna edycja miała hasło „Ciebie Boga Wysławiamy” i, jak co roku, łączyła religijny charakter z mocnym akcentem patriotycznym. Widać to było od samego rana: ludzie przyjeżdżali wcześniej, grupami, często w barwach, ale atmosfera nie była festynowa. Raczej skupiona, momentami podniosła, jakby każdy wiedział, po co tu jest.
Centralnym punktem była msza święta w Kaplicy Cudownego Obrazu. To miejsce na Jasnej Górze zawsze działa na ludzi inaczej niż otwarta przestrzeń – robi się ciszej, gęściej od emocji, a słowa nabierają ciężaru. Organizacją pielgrzymki od lat zajmuje się ks. dr hab. Jarosław Wąsowicz, salezjanin, historyk i archiwista, a zarazem kapelan prezydenta. Ten wątek też był wyczuwalny, bo wśród uczestników krążyło jedno pytanie: czy głowa państwa rzeczywiście się pojawi.
Prezydent najpierw złożył wieniec przy Epitafium Smoleńskim
Karol Nawrocki przyjechał na Jasną Górę około południa, jeszcze zanim rozpoczęła się główna część uroczystości liturgicznych. Jednym z pierwszych gestów było złożenie wieńca przed Epitafium Smoleńskim – hołd dla ofiar katastrofy z 2010 roku. To był moment, który wyraźnie wyciszył część tłumu, bo nawet wśród głośnych grup są takie chwile, kiedy nikt nie ma potrzeby krzyczeć. Zostaje milczenie i symboliczny gest, który w Polsce wciąż ma ogromny ciężar.
Dopiero później zrobiło się bardziej żywiołowo. Sama obecność prezydenta natychmiast uruchomiła reakcję ludzi. W tłumie słychać było skandowane nazwisko, a atmosfera zrobiła się gorąca – w tym sensie, że uczestnicy chcieli pokazać, że widzą, że pamiętają, że doceniają to, że przyjechał. Według relacji Szymona Kastelika z Radia ZET przyjęcie było wyjątkowo entuzjastyczne, co dało się zauważyć zarówno w zachowaniu zebranych, jak i w ogólnym nastroju wokół prezydenta.
„Czołem, Panie prezydencie!” i ta odpowiedź, która poszła w tłum
Wystarczyła jedna krótka wymiana zdań, żeby ta wizyta została ludziom w pamięci na długo. Kiedy prezydent podchodził do uczestników i witał się z nimi, z tłumu poszedł donośny okrzyk.
– Czołem, Panie prezydencie!
Karol Nawrocki nie czekał, nie udawał, że nie słyszy, nie próbował tego wygładzić. Odpowiedział równie krótko i równie bezpośrednio.
– Czołem, kibice!
To właśnie ten moment zrobił największe wrażenie, bo był prosty i „ludzki”, bez sztucznej oficjalności. Zebrani zareagowali natychmiast – było słychać entuzjazm, a ta scena tylko podbiła poczucie, że to nie jest spotkanie od linijki i protokołu, tylko wydarzenie, w którym emocje są prawdziwe i nie trzeba ich tłumaczyć na język politycznych komunikatów.
W tym sensie Jasna Góra po raz kolejny stała się miejscem, gdzie mieszają się różne światy: religijność, patriotyzm, kibicowska wspólnota i obecność państwa na najwyższym poziomie. Dla jednych to znak jedności, dla innych temat do dyskusji, ale jedno jest pewne – tego przedpołudnia w Częstochowie nikt nie miał wątpliwości, że dzieje się coś, co wykracza poza zwykły kalendarz soboty.