NFL
Nad ranem potwierdziły się wieści o mężu Viki Gabor. To jednak nie były plotki o Giovannim Trojanku…
Wtedy wideo wywołało prawdziwy wybuch komentarzy, ale im dłużej trwało medialne zamieszanie, tym mocniej w oczy rzucało się jedno: o samym Giovannim nadal wiadomo niewiele. Viki wróciła ostatnio do mediów społecznościowych jednym zdjęciem i krótkim „OK.”, a jej mąż… właściwie zniknął z pola widzenia. I właśnie w tym miejscu pojawiła się kolejna wypowiedź „gadatliwego dziadka”, która natychmiast rozeszła się po sieci.
Cała historia od początku ma nietypową dynamikę, bo główne informacje nie płyną od samych zainteresowanych. Najpierw było nagranie Bogdana Trojanka z końcówki grudnia, potem seria kolejnych wypowiedzi i komentarzy, a po drodze ruch Viki, który wielu zaskoczył: zniknęły wszystkie wcześniejsze posty, a profil zaczął wyglądać tak, jakby ktoś nacisnął przycisk „reset”. Kiedy wreszcie wróciła – zrobiła to oszczędnie, bez tłumaczeń i bez wchodzenia w szczegóły. To tylko dolało oliwy do ognia, bo w takich sytuacjach ludzie zaczynają dopisywać własne scenariusze.
Dlaczego wszyscy pytają o Giovanniego i czemu tak trudno go „zobaczyć” w tej historii
Widać wyraźnie, że ciekawość skupia się nie tyle na samej Viki (bo ją wszyscy znają), co na jej mężu, o którym praktycznie nie ma publicznych informacji. Brak wywiadów, brak oficjalnych wypowiedzi, brak aktywności w mediach – to działa jak magnes. Jedni uznali to za świadome chronienie prywatności, inni zaczęli pytać, czy coś się dzieje, skoro on nie pojawia się nawet symbolicznie. A im dłużej trwa cisza, tym częściej do głosu dopuszczany jest ktoś z rodziny, kto mówi „za nich” – i to właśnie napędza kolejne nagłówki.
W najnowszej wypowiedzi Bogdan Trojanek miał zdradzić rzecz bardzo konkretną i, dla wielu, naprawdę zaskakującą: Giovanni urodził się w Wielkiej Brytanii i nie mówi dobrze po polsku. Według tej relacji zna podstawy, ale w dłuższej rozmowie – zwłaszcza z dziennikarzem – mógłby mieć trudność z odpowiedzią. To od razu ustawia w innym świetle jego „zniknięcie”, bo jeśli ktoś nie czuje się pewnie w języku, tym bardziej będzie unikał kamer i wywiadów, zwłaszcza w momencie takiej medialnej gorączki
To też tłumaczy, dlaczego w tej historii wszyscy słyszą głównie dziadka. Jeżeli to on jest najbardziej rozmowny i najlepiej radzi sobie w polskich mediach, naturalne, że to właśnie jego proszą o komentarz, a on – z charakteru – chętnie opowiada. Tyle że w praktyce robi się z tego sytuacja, w której młodzi milczą, a opinia publiczna dostaje kolejne „odcinki” z ust osoby trzeciej.
Dlaczego wiele osób uznało, że to „nie były plotki”
W sieci od początku krążyły domysły, że Giovanni po prostu nie chce być osobą publiczną, a cały rozgłos jest mu nie po drodze. Jeśli rzeczywiście barierą jest też język, ten obraz staje się jeszcze bardziej logiczny. To nie musi być żadna sensacja ani „ukrywanie” czegokolwiek – czasem wystarczy zwykły dyskomfort i chęć uniknięcia sytuacji, w której ktoś zostanie wrzucony na deep water tylko dlatego, że jest mężem znanej osoby.
Jednocześnie warto pamiętać o jednym: to wciąż relacja przekazywana przez członka rodziny, a nie oficjalny komunikat pary. I choć wielu internautów natychmiast podchwyciło temat jako „potwierdzenie”, nadal nie zmienia to faktu, że Viki i Giovanni konsekwentnie nie komentują swojej prywatności. Na razie wygląda na to, że tak właśnie chcą to prowadzić – po cichu, bez pokazów i bez tłumaczenia się z każdej decyzji.