Connect with us

NFL

Oto cała prawda. To dlatego “Lewy” nie gra 👀 ➡

Published

on

Arabia Saudyjska otworzyła niedawno największy rollercoaster na świecie. FC Barcelona nie chciała być gorsza i w rozgrywanym w tym kraju Superpucharze Hiszpanii zapewniła swoim półfinałowym przeciwnikom ostrą jazdę bez trzymanki. W gronie rezerwowych podziwiał to Robert Lewandowski, co wcale nie musi być dla niego złą informacją. Pozostawienie go na ławce może mieć głębszy sens, bo Hansi Flick nie zyskałby wiele, wpuszczając “Lewego” na murawę. Nikogo nie zdziwi, jeśli to Polak zagra od początku w niedzielnym finale. Tylko co wtedy z teorią Tomasza Hajty…

Arabia Saudyjska otworzyła niedawno największy rollercoaster na świecie. FC Barcelona nie chciała być gorsza i w rozgrywanym w tym kraju Superpucharze Hiszpanii zapewniła swoim półfinałowym przeciwnikom ostrą jazdę bez trzymanki. W gronie rezerwowych podziwiał to Robert Lewandowski, co wcale nie musi być dla niego złą informacją. Pozostawienie go na ławce może mieć głębszy sens, bo Hansi Flick nie zyskałby wiele, wpuszczając “Lewego” na murawę. Nikogo nie zdziwi, jeśli to Polak zagra od początku w niedzielnym finale. Tylko co wtedy z teorią Tomasza Hajty…

Moja teza jest taka, że Robert [Lewandowski] ma specjalny zapis w kontrakcie dotyczący procentu rozegranych meczów koniecznego do automatycznego przedłużenia umowy. Jest w dobrej formie, a często siada na ławce. Ja widzę w tym drugie dno. Być może Barcelona nie chce, aby taki zapis wszedł w życie — wypalił ostatnio Tomasz Hajto

Kiedy można było zobaczyć tę dobrą formę Lewandowskiego? W trakcie 56 minut rozegranych w czterech meczach poprzedzających ten środowy? Gol strzelony w niespełna godzinę gry wygląda ładnie pod względem statystycznym, ale to nie znaczy, że 37-latek zaprezentował się w tych meczach z dobrej strony. Z lepszej strony niż Ferran Torres — a i owszem. Ale jedno nie jest tożsame z drugim.

Może więc Hajto zauważył dobrą formę Lewandowskiego we wcześniejszych spotkaniach? Też pudło. Bo i wcześniejszych pięć meczów także nie było zbytnio udanych w wykonaniu Polaka. Nie tylko dlatego, że ani razu nie trafił w nich do siatki.

Nie można zarazem powiedzieć, że szans nie otrzymywał, bo w tamtym okresie cztery razy zagrał od pierwszej minuty, a raz nie wystąpił w ogóle. Czyli i w tym przypadku teoria Hajty kupy się nie trzyma, bo Lewandowski z ławki wtedy nie wchodził.

Po środowym półfinale Superpucharu Hiszpanii pan Tomasz pewnie jeszcze bardziej utwierdzi się w swoim przekonaniu, bo Lewandowski nie powąchał murawy. Co nie oznacza, że taki był plan na ten mecz. Po prostu zmieniły się okoliczności. Przebieg wydarzeń boiskowych sprawił, że Flick właściwie nie miał wyjścia.

Po serii przeciętnych występów — znów: nie mylić z suchymi rezultatami w nich osiąganych — Barcelona w końcu zagrała z takim polotem, jakiego oczekują od niej kibice. Duża w tym też zasługa Athleticu Bilbao, który zostawił rywalom mnóstwo wolnej przestrzeni. Dodajmy do tego indolencję w ofensywie i przepis na katastrofę gotowy. Mogło skończyć się nawet wyższym wynikiem niż 5:0 dla mistrzów Hiszpanii.

Tak zresztą wyglądał każdy z ostatnich meczów między tymi drużynami. Nic więc dziwnego, że i dwa poprzednie Barcelona wygrała i wysoko, i do zera (4:0, 3:0). Lewandowski zdobył w nich łącznie trzy bramki, ale to tylko ciekawostka, bo te starcia miały miejsce odpowiednio w listopadzie i w maju.

Aczkolwiek to i tak ciekawostka bardziej miarodajna niż ta, że Lewandowski jest skuteczny w Superpucharze Hiszpanii (pięć goli w sześciu występach), co rzekomo miało przemawiać za jego występem od pierwszej minuty w środę. Zupełnie jakby zapomniano, że poprzedni mecz tych rozgrywek odbył się niemal dokładnie rok temu…

Wilk syty i Manchester City
Wracając jednak do teraźniejszości, nie możemy pominąć faktu, że ze szkoleniowego punktu widzenia Flick nie zyskałby zbyt wiele, gdyby Lewandowskiego na murawę posłał w trakcie spotkania. Mecz został przecież rozstrzygnięty jeszcze przed przerwą.

Lepiej było więc wpuścić na boisko tego, który ostatnio nie miał zbyt wielu okazji do gry, a w nadchodzącym czasie pewnie też miał ich nie będzie (Marc Bernal), rekonwalescenta (Dani Olmo), piłkarza będącego w pewnym dołku (Marcus Rashford), zawodnika rwącego się do gry i wywoływanego z ławki (Lamine Yamal) czy zmiennika dla grającego ostatnio niemal wszystko Alejandro Balde (Gerard Martin).

Lewandowski też załapałby się na większość z tych kryteriów, ale za pozostawieniem go na ławce rezerwowych przemawiała podstawowa kwestia — kontuzje. W tym sezonie miał ich już trzy, więc jeszcze tego by brakowało, żeby w rywalizacji o pietruszkę (od 38. minuty mecz z Athletikiem takową był) stało się coś jednemu z dwóch nominalnych środkowych napastników w kadrze.

Kontuzje są oczywiście wpisane w zawód piłkarza, ale to byłby podręcznikowy przykład strzelenia sobie w stopę. Lepiej więc się stało, że polski napastnik profilaktycznie przesiedział ten mecz na ławce.

I w ten oto sposób u Lewandowskiego skończyło się nie urazem, a — Państwo wybaczą tego okrutnego suchara — urazą. I to ewentualną. Nie ma przecież na świecie piłkarza, który grać by nie chciał. No, poza Wojciechem Szczęsnym

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 UKfoxnews