NFL
Dziennikarz zapytał Andrzeja Dudę o Grzegorza Brauna. Reakcja byłego prezydenta zaskakuje Czytaj więcej:
Andrzej Duda w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim poświęcił wiele uwagi swojemu następcy, Karolowi Nawrockiemu, kreśląc obraz prezydentury silnej i zdecydowanej. Zdaniem byłego prezydenta, sprawowanie najwyższego urzędu w państwie nie jest miejscem na kompromisy osłabiające kraj.
„Prezydent musi być twardy. I prezydent Karol Nawrocki jest twardy” – stwierdził Duda.
Sugeruje, że to właśnie te cechy są gwarantem stabilności państwa i właściwego wypełniania konstytucyjnych obowiązków.
Były prezydent nie szczędził również gorzkich słów pod adresem obecnego obozu rządzącego, powtarzając swoje krytyczne diagnozy dotyczące polityki zagranicznej. W wywiadzie padły mocne oskarżenia o uległość Warszawy wobec Berlina, co zdaniem Dudy uderza w polską suwerenność.
„Ja nie ukrywam, że uważam, że rząd Donalda Tuska i sam Donald Tusk prowadzą politykę, która – delikatnie mówiąc – bardzo sprzyja niemieckim interesom” – ocenił polityk na antenie Radia ZET.
Największe emocje wzbudził jednak wątek potencjalnej koalicji z Grzegorzem Braunem, przy którym były prezydent sprawiał wrażenie wyraźnie przyciśniętego do muru. Mimo wielokrotnych pytań o osobistą ocenę kontrowersyjnego polityka Konfederacji, Duda nie chciał potępić współpracy z nim, co dziennikarz określił mianem „uniku”. Zamiast jasnej deklaracji, czy byłby za koalicją z Braunem, usłyszeliśmy pragmatyczne stwierdzenie:
„Ci, którzy będą wtedy decydowali o tym, czy powstanie koalicja, czy nie, będą musieli o tym zdecydować. Taka jest polityka”.
Na kolejne próby wyciągnięcia opinii o samym Braunie, były prezydent odpowiadał jedynie:
„nikt z nas nie wie, kto będzie za dwa lata”.
Pod koniec rozmowy Andrzej Duda odniósł się do wewnętrznych tarć w swojej macierzystej partii, sugerując, że obecne kłótnie nie mają znaczenia w dłuższej perspektywie. Jego zdaniem publiczne spory polityków PiS, choć mogą razić zwolenników, nie wpłyną na wynik wyborczy, gdyż do walki o głosy pozostało jeszcze dużo czasu. Przekonywał, że dzisiejsze emocje opadną, a formacja zdąży się skonsolidować, ponieważ w politycznej rzeczywistości dwa lata to niemal cała epoka.