NFL
To będą nerwowe godziny, takiej sytuacji jeszcze nie było 😱
Decyzja Donalda Tuska o wstrzymaniu prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy momentalnie odsłoniła głębokie pęknięcia w rządzącej koalicji. Choć projekt był procedowany od miesięcy i przeszedł już część rządowej ścieżki, premier niespodziewanie ogłosił, że nie będzie on dalej kontynuowany. To wywołało nie tylko konsternację, ale też otwartą irytację wśród polityków Nowej Lewicy, którzy traktowali reformę jako jeden z kluczowych elementów swojej obecności w rządzie.
Sytuacja jest tym bardziej napięta, że – jak ustaliła Wirtualna Polska – jeszcze w środę 7 stycznia premier ma spotkać się z marszałkiem Sejmu i liderem Nowej Lewicy Włodzimierzem Czarzastym. Rozmowa ma dotyczyć właśnie tej decyzji i jej konsekwencji, zarówno politycznych, jak i finansowych. Dla koalicjantów to moment próby, bo sprawa dotyka nie tylko relacji między partiami, ale też zobowiązań Polski wobec Unii Europejskiej.
Jeszcze kilka dni wcześniej przekaz ze strony Nowej Lewicy był jednoznaczny. Włodzimierz Czarzasty mówił w Polsat News, że brak realizacji kamienia milowego z Krajowego Planu Odbudowy, dotyczącego wzmocnienia Państwowej Inspekcji Pracy, może oznaczać dla Polski poważne konsekwencje finansowe.
– To jest po pierwsze wypełnianie standardów europejskich, po drugie realizacja KPO zagrożona karą 11 miliardów, a po trzecie to jest obrona polskich pracowników – podkreślał w Polsat News marszałek Sejmu.
Projekt, za który odpowiadała minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, na początku grudnia został przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów.
Zakładał on istotne zwiększenie uprawnień PIP, w tym możliwość przekształcania umów cywilnoprawnych – takich jak umowy o dzieło, zlecenia czy kontrakty B2B – w umowy o pracę. Decyzje te miały zapadać na poziomie okręgowych inspektorów, z możliwością odwołania do Głównego Inspektora Pracy, a następnie do sądu pracy.
Zablokowanie reformy wywołało ostrą reakcję po stronie Lewicy.
– Wiedział o wszystkich etapach prac nad reformą, rząd ją zaakceptował, to miała być realizacja kamienia milowego. A teraz wyrzuca to do śmieci. Mega nieodpowiedzialność i cios nie tyle w nas, ile w polskich pracowników – mówił nieoficjalnie jeden z przedstawicieli lewicy.
Z zupełnie innej perspektywy sprawę widzą politycy Koalicji Obywatelskiej.
– Roma locuta, causa finita. Premier podjął decyzję, sprawczość premiera jest tu absolutnie kluczowa – stwierdził w rozmowie z Wirtualną Polską senator KO Grzegorz Schetyna.
Dodał, że wstrzymanie reformy było efektem konsultacji z przedsiębiorcami oraz kalkulacji dotyczących skutków finansowych i potencjalnego uderzenia w firmy.
– Tu nie ma dobrego wyjścia – przyznał, zaznaczając jednocześnie, że to premier „ma długopis w ręku”.
Sam Donald Tusk tłumaczył swoją decyzję podczas konferencji prasowej. Zwracał uwagę, że w „wersji skrajnej” nowe przepisy pozwalałyby na przekształcanie umów bez zgody zarówno pracodawcy, jak i pracownika. Jego zdaniem byłaby to „przesadna władza dla urzędników”, która mogłaby być „destrukcyjna dla firm i oznaczałaby utratę pracy dla wielu ludzi”.
– I podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Tak że sprawę uważam za zamkniętą – oświadczył premier.
Lewica nie zamierza jednak odpuszczać. Jej rzecznik Łukasz Michnik mówił Wirtualnej Polsce, że partia jest gotowa do rozmów nad innym kształtem reformy, ale nie akceptuje jej porzucenia. Wskazał przy tym na ryzyko utraty 11 mld zł z KPO oraz około 2 mld zł, które – jak argumentuje Lewica – uciekają z budżetu w związku z fikcyjnymi kontraktami B2B. Spotkanie Czarzastego z Tuskiem ma przesądzić, czy w tej sprawie możliwy jest jeszcze kompromis.