NFL
Tak żegnano legendę
Michał Urbaniak był jedną z najważniejszych postaci polskiej sceny jazzowej. Skrzypek, saksofonista, kompozytor i aranżer, od lat 60. wyznaczał nowe kierunki w muzyce improwizowanej, łącząc jazz z funkiem, rockiem i muzyką elektroniczną. Jego twórczość zyskała uznanie nie tylko w Polsce, ale również za granicą, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Artysta współpracował z największymi nazwiskami światowego jazzu, a jego odwaga w eksperymentowaniu z brzmieniem uczyniła go pionierem nowoczesnych form muzycznych. Dla wielu muzyków był mentorem, inspiracją i symbolem artystycznej wolności, a jego projekty na stałe zapisały się w historii gatunku.
Informację o śmierci Michała Urbaniaka przekazała jego żona. Dorota Urbaniak zamieściła krótki, lecz niezwykle wymowny wpis, w którym oddała hołd mężowi.
Michał Urbaniak. Żył i czuł wielkimi nutami — napisała, wzruszając fanów i środowisko muzyczne.
W ostatnich latach życia artysta zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. W 2020 roku przeszedł zabieg wymiany rozrusznika serca, po którym doszło do komplikacji.
7 stycznia 2026 roku na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach zrobiło się tłoczno, ale w ten specyficzny, pełen szacunku sposób. To był dzień, w którym Warszawa pożegnała Michała Urbaniaka – człowieka, który o jazzie wiedział wszystko i który jako jeden z niewielu Polaków potrafił narzucić swój rytm samej Nowej Hucie i Nowemu Jorkowi. Uroczystość miała charakter państwowy, co nikogo nie dziwiło, bo Urbaniak był instytucją samą w sobie.
Przy grobie stanęła jego najbliższa rodzina: żona Dorota, córki Kasia i Mika oraz Urszula Dudziak. To właśnie widok tej ostatniej, wieloletniej partnerki artystycznej i byłej żony, najlepiej pokazywał, jak silne więzi potrafił budować muzyk. Nie było tam miejsca na dawne urazy, tylko na wspólny smutek. Obok nich pojawili się ludzie tworzący tzw. „Urbanator Family” – szeroka ekipa muzyków, współpracowników i przyjaciół, dla których Michał był mentorem i inspiracją.
Wśród żałobników można było dostrzec wiele znanych twarzy. Obecni byli m.in. Krzesimir Dębski oraz prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Mimo oficjalnego tonu ceremonii i obecności polityków, atmosfera pozostała przede wszystkim muzyczna i środowiskowa. Urbaniak nie był tylko nazwiskiem z encyklopedii, ale żywą legendą, która do samego końca zarażała energią.
Powązki Wojskowe to miejsce dla wielkich, a Michał Urbaniak bez wątpienia do nich należał. To pożegnanie zamknęło pewien etap w historii polskiej muzyki rozrywkowej i jazzowej. Odszedł człowiek, który udowodnił, że skrzypce mogą brzmieć nowocześnie, a polski artysta może bez kompleksów podbijać światowe sceny. Zostały płyty, wspomnienia i ta liczna „rodzina”, która obiecała nieść jego dziedzictwo dalej.