NFL
– Był moim idolem. No wielka postać, nie byłam w stanie… Gdy opowiadałam o nim w rodzinie, jak już urodziłam, to: “Pan Janusz przyjeżdża”. Więcej w komentarzu 👇
Był moim idolem. No wielka postać, nie byłam w stanie… Gdy opowiadałam o nim w rodzinie, jak już urodziłam, to: “Pan Janusz przyjeżdża”… – mówi w rozmowie z Marcinem Kąckim Dominika Korwin-Mikke. Dzięki uprzejmości wydawnictwa “Znak” publikujemy fragmenty książki “Chłopcy. Idą po Polskę”.
Gdy pytam Korwina o rolę kobiet w partii, od razu rzuca: “Z żadną nie spałem”. No, niezupełnie. Umówiłem się pierwszy raz z Korwinem i jego żoną Dominiką w Sejmie, ale zapomniałem portfela, dokumentów, a ostatni raz byłem tam chyba jakoś w 2006 roku, gdy pisałem o molestowanych kobietach z Samoobrony. Wówczas wchodziło się do Sejmu z ulicy, na pogaduszki do posłów, a teraz warta, bramka, blokada, która wyrasta z ziemi jak zapora na czołgi, więc odstawiłem kompletną amatorkę, zapominając tych dokumentów, a jeszcze trzeba mieć przepustkę dziennikarską. Stoję i myślę, patrzę na dziennikarzy o twarzach telewizyjnych, którzy wchodzą tam jak do siebie, tylko dwóch młodych, z kamerą, o twarzach bezradnych, odbiło się od sejmowych bramek, bo nie mają przepustek, za to – po 19 lat i pierwszy raz w Sejmie.
Podchodzę pod hotel sejmowy, ale obijam się o brzuch strażnika, który oświadcza, że dziennikarze do restauracji wstępu nie mają. Dużo się zmieniło od czasów, gdy siedziałem tu z posłami, jadłem, piłem i wyciskałem z nich jak ketchup informacje. Ratuje mnie Korwin, bo podchodzi z żoną Dominiką i oświadcza twardo, że jestem jego gościem. Zaciekawiony, po co tu byłem w 2006 roku, a gdy opowia- dam historię, po której Samoobrona i rząd PiS zamieniły się w proszek, to mocno zwalnia kroku, choć i tak kuleje. “O panie, źle mi to wróży”.
“Dzisiaj jadłem mrożoną pizzę, najgorszą, jaką znalazłem”
W restauracji akurat poranna przerwa w głosowaniach zwalili się na śniadanie posłowie. Korwin bierze omlet z trzech jaj, ze wszystkimi dodatkami. Dominika – cienkie tosty, gorzką herbatę, mąż też herbatę i pyta o cukierniczkę. Kelner zna scenariusz, bo mówi, że “oczywiście, jesteśmy przygotowani”. Korwin wrzuca sześć kostek, pieczywo smaruje grubo masłem. Ostatnio przeczytał gdzieś, że ktoś był bliski śmierci, bo jadł tylko fast foody, no to od tygodni je fast foody, co media oczywiście podchwyciły, znów się o nim mówi, zwłaszcza w tabloidach, a argument Korwina jest taki: ANEGDOTA: Amerykanie jedzą 30 razy więcej fast foodów niż 100 lat temu i żyją o 30 razy dłużej.
Patrzę na Dominikę, chyba potwierdza. Po tym eksperymencie z żarciem Korwin schudł jakieś osiem kilo, bo w zasadzie mało jadł i zauważył, że po fast foodach lepiej mu się gra w warcaby, ale nie wie dlaczego. – Glukoza to energia. Mój wujo na przykład to sypał wszystko, a miał 98 lat, mówiłem już panu? Ten mąż kochanki mojego ojca… Tak, mój ojciec miał bogate życie. Cholera, wylewa mi się z tej filiżanki, co za dziwna herbata… Ale najwięcej energii daje mi nienawiść do socjalistów.
Korwin: – Jak kiedyś wypiłem szampana, ekstrawytrawnego, całą butelkę, to cukier mi uciekł i osłabłem…
Korwin waży jakieś 100 kilo, znów, bo ważył 95, gdy schudł po fast foodach, ale podtuczył się na “Wakacjach z Konfederacją”, gdy starym zwyczajem wieców partyjnych objeżdżał ulubione polskie morze, no i tam, jak mówi, żarł i żarł.