NFL
Rodzice nie będą zadowoleni👇
Zachowanie Daniela Martyniuka
Historia Daniela Martyniuka mogłaby posłużyć za scenariusz do filmu — choć raczej nie takiego, jakiego życzyliby sobie jego rodzice. Syn króla disco polo od lat buduje wizerunek „czarnej owcy” rodziny i trzeba przyznać, że robi to z niespotykaną konsekwencją. Zamiast korzystać z przywilejów płynących ze znanego nazwiska, postanowił kreować własną markę poprzez kontrowersje, wulgarne komentarze i publiczne pranie rodzinnych brudów. Końcówka ubiegłego roku pokazała, że w tej rodzinie granice właściwie przestały istnieć, a media społecznościowe stały się głównym polem bitwy Daniela.
Przed świętami Bożego Narodzenia młody Martyniuk zafundował swoim bliskim prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Zamiast spokojnego świątecznego czasu, internauci zostali zalani serią nagrań i wpisów, w których Daniel nie oszczędzał nikogo — atakował przypadkowych ludzi, a także własnych rodziców. Zenek i Danuta zazwyczaj starali się zachować spokój i dyplomatyczne milczenie, ale tym razem mur w końcu pękł. Ujawnił wówczas, kto rzekomo jest kochankiem Danuty Martyniuk.
„Kilka lat temu tato powiedział mi: ‚zobaczysz, jaki ci numer zrobię, jak się nie uspokoisz’. Czekam, a jeszcze nic nie zrobiłeś. Ale ja już tyle numerów narobiłem, że zobaczysz, i to nie koniec” — pisał w jednym z wpisów, nie kryjąc frustracji.
W odpowiedzi Danuta Martyniuk wspomniała o problemach syna z uzależnieniami, co tylko dolało oliwy do ognia. Daniel natychmiast zaczął wyciągać na światło dzienne szczegóły dotyczące metod wychowawczych ojca, który próbował go dyscyplinować po wcześniejszych wyskokach. Całość przybrała formę dramatycznego spektaklu, w którym główny bohater zdawał się tracić kontakt z rzeczywistością, grożąc przy tym „tragicznymi konsekwencjami”.
Merry Christmas. No i kto komu zrobił numer, kochani rodzice? Jak ty w ogóle gościu chciałeś zniszczyć własnego syna? Szala się przelała. Konsekwencje będą tragiczne. I o to chodzi…” — zakończył swój kolejny post, który wywołał burzę w sieci, a fani i internauci nie mogli wyjść ze zdumienia.
Daniel Martyniuk udowadnia tym samym, że w jego rodzinie nawet święta nie są wolne od dramatów i medialnych sensacji.
Daniel Martyniuk po raz kolejny udowadnia, że potrafi elektryzować media i fanów na całym świecie – tym razem jednak jego „akcja” odbyła się z hiszpańskiego tła. Przez kilka tygodni próbował poukładać życie z dala od polskiego zgiełku, jednak tuż przed końcem roku niespodziewanie wrócił do kraju, od razu przypominając wszystkim o swoim charakterystycznym stylu bycia. Pod Pałacem Kultury w Warszawie nagrał kolejną „wiązankę” skierowaną do najbliższych, pełną emocji i ostrych komentarzy, po czym… zapadła cisza. I to cisza, która trwała aż do sylwestra, gdy wszyscy spodziewali się może refleksji, podsumowania roku czy noworocznych postanowień.
Tymczasem Daniel wrócił w wielkim stylu – swoim starym, kontrowersyjnym stylu. Zamiast słodkich życzeń opublikował zdjęcie z rosyjskim napisem „No to pogadamy” i nagranie, na którym palił zakazane substancje. To jasny sygnał dla fanów i mediów: żadnej przemiany nie będzie i w najbliższym czasie raczej nie należy jej oczekiwać. Daniel pokazuje, że lubi być w centrum uwagi, a granice w tym medialnym spektaklu wyznacza wyłącznie on sam.
W tle tych wszystkich ekscesów wciąż przewija się temat jego małżeństwa z Faustyną. Ich relacja od początku była pełna zwrotów akcji – od głośnego ślubu na Bali, przez narodziny syna, aż po publiczne kryzysy i medialne spięcia. Daniel potrafił jednego dnia wychwalać żonę w sieci, by następnego mieszać ją z błotem na Instagramie, wzbudzając lawinę komentarzy i spekulacji. Kiedy on bawił się w Hiszpanii albo fundował kolejną sensacyjną „scenę” w Polsce, Faustyna zajmowała się dzieckiem i starała się zachować resztki prywatności w tym medialnym cyrku.
Relacja pary stała się tematem niekończących się dyskusji – jednego dnia zapowiadała pogodę i spokój, a następnego wstrząsała siecią kolejnymi doniesieniami i sprzecznymi sygnałami od Daniela. Wydaje się, że w tej historii emocje i chaos nigdy się nie kończą, a fani z niecierpliwością obserwują każdy ruch jednego z najbardziej kontrowersyjnych celebrytów disco polo.