NFL
Moment, w którym zrozumiał, że wszystko się kończy, pamięta co do dnia… Więcej ➡️
Był jednym z tych chłopaków, o których w Liverpoolu mówiło się szeptem: “ten naprawdę może się przebić”. Jako nastolatek grał z Michaelem Owenem, Jamie’em Carragherem i Davidem Thompsonem, wygrał FA Youth Cup, trenował z reprezentacją Anglii przed Euro 96. Dla Jamiego Cassidy’ego droga do wielkiej kariery wydawała się otwarta. Ale później jego nazwisko trafiło na pierwsze strony gazet z zupełnie innego powodu. Tragicznego.
Upadek zaczął się od kontuzji – zerwanego więzadła bocznego w kolanie, która brutalnie wyhamowała jego karierę – a skończył na wyroku 13 lat i trzech miesięcy więzienia za udział w międzynarodowym przemycie narkotyków. Cassidy nie ucieka od odpowiedzialności. — “Nikt mi nie włożył EncroChata do ręki poza mną samym” — mówi dziś, już po wyjściu na warunkowe zwolnienie.
Moment, w którym zrozumiał, że wszystko się kończy, pamięta co do dnia. Był październik 2020 roku, oglądał derby Liverpoolu z Evertonem i dramatyczną kontuzję Virgila van Dijka. Kilka godzin później dostał telefon, który zmienił jego życie — jego brat został zatrzymany na lotnisku w Manchesterze. Wkrótce okazało się, że francuscy śledczy rozbili system EncroChat, z którego bracia korzystali, kontaktując się z kartelami narkotykowymi. To był początek końca.
Gdy Cassidy trafił do więzienia Walton, świat stanął w miejscu. Trwał drugi lockdown, a zakład karny był niemal odcięty od rzeczywistości. Przez pierwsze tygodnie nie miał dostępu do prysznica, całe dnie spędzał zamknięty w ciasnej celi. Później było tylko trochę lepiej. Miesiące izolacji, zimno, brak podstawowych warunków. Gdy zwrócił uwagę strażnikowi, że w celi nic nie działa, usłyszał krótkie: “Witaj w Walton” — relacjonuje The Athletic.
Choć to jego brat był uznawany za ważniejszą postać w narkotykowej układance i dostał wyższy wyrok, media skupiły się właśnie na Jamiem. Powód był prosty: piłkarska przeszłość. Historia “tego, który mógł być kimś”, działała na wyobraźnię. Cassidy sam widzi w niej przestrogę.
“Szczególnie piłkarze mogą się z tego czegoś nauczyć” — mówi. “Byłem tak blisko. Gdyby nie kontuzje, zagrałbym kilkanaście meczów dla Liverpoolu w sezonie 1997/98 i kariera prawdpodobnie poszła by do przodu. Ale nie miałem planu B. Całe życie było podporządkowane piłce. A kiedy to się skończyło, nie potrafiłem niczego innego. Nagle zostałem wyrzucony jak bezpański pies” — czytamy dalej.
Najtrudniejsze przyszło jednak poza murami więzienia. W dniu, gdy Cassidy warunkowo wyszedł na wolność, mógł wreszcie wrócić do domu. Następnego dnia zmarł jego ojciec. “Czuję ulgę, że mogłem być przy nim, ale wiem też, ile mnie ominęło. To cena moich decyzji” — przyznaje.
Dziś Cassidy próbuje ułożyć życie od nowa. Mówi otwarcie o błędach, o wstydzie i o odpowiedzialności wobec rodziny. — “Poradziłem sobie w więzieniu. Trudniejsze jest to, co więzienie zrobiło moim bliskim. To nie tylko skazany odbywa karę” — podkreśla.
Chłopak z Liverpoolu, przed którym świat stał otworem. Dziś sam mówi, że patrząc na fotografie z dawnych lat, widzi przede wszystkim niewykorzystaną szansę. I ostrzeżenie dla innych, którzy wierzą, że sportowe marzenia wystarczą na całe życie.