NFL
Dlaczego uczestnicy imprezy w Crans-Montana nagrywali pożar zamiast uciekać? Psycholog wyjaśnia złożoność ich zachowania.
Wiele negatywnych i krytycznych komentarzy dotyczących zachowania osób bawiących się klubie w szwajcarskiej Crans-Montana pojawiło się w sieci. Ludzie nie rozumieją, dlaczego uczestnicy imprezy sylwestrowej, zamiast uciekać przed płomieniami, filmowali pożar. Pojawiły się komentarze, że to tzw. “efekt świadka”. Nie jest to jednak prawda. — Mówienie o “efekcie świadka” jest tu zbyt dużym uproszczeniem i w gruncie rzeczy nietrafnym opisem. Te osoby nie były jedynie biernymi obserwatorami tragedii, były jej bezpośrednimi uczestnikami, uwikłanymi w bardzo złożoną dynamikę grupową, emocjonalną i sytuacyjną — mówi w rozmowie z “Faktem” Jacek Załuski, terapeuta z Ośrodka Kształtowania Osobowości.
Dlaczego uczestnicy zabawy w Crans-Montana nagrywali, zamiast uciekać?5
Zobacz zdjęcia
Dlaczego uczestnicy zabawy w Crans-Montana nagrywali, zamiast uciekać? Foto: Reuters/Reuters, X
Nie tylko Szwajcaria, ale i cały świat jest wstrząśnięty tragedią, do której doszło w barze Constellation w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia. W lokalu, w którym trwała sylwestrowa zabawa, wybuchł pożar, błyskawicznie zajmując ciasne wnętrze i stając się śmiertelną pułapką dla 40 osób.
Efekt świadka” to o zjawisko psychologiczne polegające na tym, że im więcej osób jest świadkiem sytuacji kryzysowej, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że którakolwiek z nich zareaguje i udzieli pomocy. Odpowiedzialność rozprasza się na wiele osób i często nie są one w ogóle pewne, czy trzeba pomóc. W sieci pojawiły się głosy, że właśnie takie zachowanie było udziałem uczestników tragicznej imprezy sylwestrowej w Crans-Montana. Psycholog Jacek Załuski tłumaczy, że nie jest to trafna opinia i mamy tu do czynienia z inną sytuacją, a zachowanie osób, które zamiast uciekać, kręciły filmy, da się racjonalnie wytłumaczyć.
Sytuacja podczas pożaru w barze w Crans-Montana jest dużo bardziej złożona, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Decydującą rolę odgrywa tu kontekst sytuacyjny, a nie prosty “efekt świadka” rozumiany wyłącznie jako rozproszenie odpowiedzialności. Osoby bawiące się w takim tłumie przyjmują tożsamość grupową, a nie funkcjonują wyłącznie jako odrębne jednostki. Łączył je wspólny cel: świętowanie nadejścia nowego roku
— tłumaczy Jacek Załuski.
Dodaje, że osoby te wiedziały, że w programie przewidziano różne atrakcje np. zimne ognie i inne efekty wizualne. W momencie wybuchu pożaru część osób mogła więc początkowo interpretować pojawiające się płomienie jako element show, kolejną atrakcję. Byli w nastroju zabawy, w silnie pozytywnych emocjach, skoncentrowani na tym, by się cieszyć, tańczyć i nagrywać wspomnienia. — Nagrywanie w chwili, gdy ogień był już widoczny, mogło być odbierane przez nich jako naturalne przedłużenie zabawy, na zasadzie — coś niezwykłego dzieje się na parkiecie, więc warto to uchwycić. W ich percepcji mogło to wyglądać jak zaplanowany efekt specjalny, a nie realne zagrożenie życia — mówi psychoterapeuta.
Wskazuje, że trzeba też pamiętać, że oceniamy tę sytuację z perspektywy czasu, dysponując pełniejszymi informacjami o przebiegu tragedii i jej skutkach. Uczestnicy imprezy na początku nie mieli takich danych, widzieli tylko fragment sytuacji, bez jasnego sygnału, że to natychmiastowe śmiertelne zagrożenie.
Dodatkowo była to specyficzna grupa wiekowa tj. w większości bardzo młodzi ludzie w przedziale wiekowym 14-25 lat. W tym wieku ryzyko bywa często niedoceniane, a ogromne znaczenie ma obserwacja zachowania rówieśników. Jeśli inni nie uciekają, nie wydają się przerażeni, włącza się myślenie: “skoro oni się nie boją, to dlaczego ja miałbym reagować inaczej?”. W efekcie naturalną reakcją może być dalsze tańczenie czy nawet uśmiechy, które z zewnątrz wyglądają na skrajną beztroskę, a w rzeczywistości są zgodne z tym, co pokazuje otoczenie
— tłumaczy ekspert.