NFL
Trump grozi kolejnym krajom. Wojsko rusza na granicę Czytaj więcej:
Podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie samolotu Air Force One prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump po raz kolejny wywołał międzynarodowe kontrowersje. Tym razem jego wypowiedzi dotyczyły bezpośrednio Kolumbii i Meksyku – państw uznawanych dotąd za kluczowych partnerów USA w regionie Ameryki Łacińskiej.
Trump otwarcie oskarżył przywódców obu krajów o brak skutecznej walki z handlem narkotykami, a w przypadku Kolumbii posunął się jeszcze dalej, sugerując współudział władz w procederze produkcji i przemytu kokainy. Wypowiedzi te miały wyjątkowo konfrontacyjny charakter i zostały odebrane jako jawne groźby użycia siły.
Zapytany wprost o możliwość interwencji militarnej, prezydent USA nie zaprzeczył takim scenariuszom, odpowiadając w sposób sugerujący, że rozwiązania siłowe są przez jego administrację realnie brane pod uwagę. W odniesieniu do Meksyku Trump ponownie poruszył temat karteli narkotykowych, twierdząc, że mają one faktyczną kontrolę nad znaczną częścią terytorium kraju.
Według jego słów, Waszyngton wielokrotnie oferował pomoc wojskową w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej, jednak spotykał się z odmową ze strony meksykańskich władz. Trump zaznaczył, że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, Stany Zjednoczone będą zmuszone do „zdecydowanych działań”, co zostało odebrane jako bezprecedensowa presja polityczna.
W tym samym wystąpieniu Donald Trump odniósł się również do sytuacji w Wenezueli po niedawnej interwencji zbrojnej, która doprowadziła do obalenia dotychczasowych władz. Prezydent USA stwierdził, że Stany Zjednoczone uzyskały faktyczną kontrolę nad krajem, a nowe władze w Caracas mają współpracować z Waszyngtonem.
Szczególnie wymowne były słowa dotyczące oczekiwań wobec nowego rządu. Trump nie ukrywał, że kluczowym interesem Stanów Zjednoczonych jest pełen dostęp do wenezuelskich zasobów naturalnych, w tym ogromnych złóż ropy naftowej oraz innych strategicznych surowców. Wypowiedzi te wywołały falę krytyki ze strony ekspertów prawa międzynarodowego, którzy zwracają uwagę na jawne podporządkowanie polityki zagranicznej interesom surowcowym.
Prezydent USA powrócił także do tematu Grenlandii, argumentując, że wyspa ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Wskazywał na rosnącą aktywność Rosji i Chin w Arktyce oraz niewystarczające – jego zdaniem – zdolności obronne Danii. Ironizujące komentarze pod adresem Kopenhagi jedynie pogłębiły napięcia dyplomatyczne z europejskimi sojusznikami.
Wszystkie te elementy składają się na obraz coraz bardziej asertywnej, a według krytyków – agresywnej polityki zagranicznej USA, w której presja militarna i ekonomiczna stają się głównymi narzędziami realizacji interesów państwowych.