NFL
Można by powiedzieć, że FIFA się po raz kolejny skompromitowała, gdyby słowo “kompromitacja” miało rzeczywiście jakieś znaczenie dla jej szefa, Gianniego Infantino. Wygląda jednak, że żenady prezydent Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej nie czuje wcale i przekracza kolejne jej granice, bo to ustawienia fabryczne jego organizacji, a nie żadne wybryki.
Wygląda na to, że FIFA ustrzeliła hat-tricka. Nalot na Wenezuelę i porwanie przez USA prezydenta tego kraju Nicolasa Maduro ostatecznie pokazało, że aby organizować mundial, trzeba łamać prawa człowieka lub prawo międzynarodowe. Najlepiej jedno i drugie. Po Rosji mieliśmy Katar, teraz USA dołączają w roli kolejnego rozbójnika. A z racji organizatorów kolejnych dwóch mistrzostw świata to już nie będzie hat-trick, a “la manita”, jak w Hiszpanii nazywają pięć goli w meczu – pisze Michał Kiedrowski ze Sport.pl.
Można by powiedzieć, że FIFA się po raz kolejny skompromitowała, gdyby słowo “kompromitacja” miało rzeczywiście jakieś znaczenie dla jej szefa, Gianniego Infantino. Wygląda jednak, że żenady prezydent Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej nie czuje wcale i przekracza kolejne jej granice, bo to ustawienia fabryczne jego organizacji, a nie żadne wybryki.
Donald Trump właśnie w ordynarny sposób zakpił z “Pokojowej Nagrody FIFA”, którą wręczył mu Infantino raptem miesiąc temu. Amerykańskie lotnictwo na rozkaz prezydenta kraju zbombardowało cele w Wenezueli, a siły specjalne ujęły i uprowadziły do USA prezydenta Nicolasa Maduro. 26 krajów Unii Europejskiej zaprotestowało przeciwko tak jawnemu pogwałceniu prawa międzynarodowego. Jedynym krajem z europejskiej wspólnoty, który nie podpisał się pod deklaracją, były Węgry.
Oczywiście FIFA w żaden sposób nie zareagowała na wieść, że laureat jej pokojowej nagrody i gospodarz piłkarskich mistrzostw świata bombarduje inny kraj. Nie prosi nawet o pokojowe rozwiązanie konfliktu i powstrzymanie kolejnych ataków, które Trump zapowiada na wypadek, gdyby Wenezuela nie współpracowała przy zmianie reżimu. Infantino postępuje zupełnie jak prezydent Karol Nawrocki, który na razie nie wyraził stanowiska w sprawie amerykańskich nalotów na Wenezuelę i porwania Maduro.
Wiadomo, lepiej się prezydentowi USA nie narazić, bo konsekwencje mogą być szalone. Z drugiej strony ciężko zabrać głos, gdy z każdej strony można dostać “ruską onucą”. Pierwsi, którzy wezwali od odebrania Amerykanom mundialu byli przecież Rosjanie. Mówili o tym były prezes rosyjskiej federacji piłkarskiej Wiaczesław Kołoskow i były wiceprezes Aleksander Tukmanow. “FIFA nie odbierze Amerykanom mundialu, bo jest ślepa na tego typu wydarzenia. Ogromne pieniądze zainwestowano w organizację turnieju” –stwierdził ten ostatni w telewizji Match TV.
Rosjanie stoją murem za Maduro, bo to był ich największy sojusznik na półkuli zachodniej. Z drugiej strony ci, którzy chcieliby chwalić Trumpa za zrobienie porządku z kolegą Putina, narażają się również na “onucyzm”. Bo przecież – jak odczytują to antagoniści Trumpa – gdy Amerykanie bombardowali Wenezuelę, na Kremlu z pewnością strzelały korki od szampana, bo Zachód w pełni obnażył swoją hipokryzję i ułatwił Rosji usprawiedliwianie jej imperialistycznych zapędów. Atak na Wenezuelę to woda na młyn rosyjskiej propagandy.
Być może ratunkiem z tej kwadratury koła jest to, co mówią eksperci ze Strategy&Future: stosunki międzynarodowe od zawsze miały charakter anarchiczny, a zaprowadzanie demokracji, prawa człowieka i prawa międzynarodowe były wygodnym narzędziem dla mocarstw (przede wszystkim USA) do realizacji swoich interesów bez przemocy. Gdy światowa hegemonia Amerykanów została zakwestionowana przez Rosję i Chiny, świat wrócił do swoich ustawień fabrycznych