NFL
Po prostu fatum… ➡️
Gehenna Arkadiusza Milika trwa. Polski napastnik wrócił już do meczowej kadry Juventusu, ale teraz znów zmaga się z urazem. A licznik bije niemiłosiernie. Jego rozbrat z boiskiem trwa już ponad… 580 dni. To po prostu niebywałe. “Jego męka nie ma końca” — czytamy w “La Gazzetta dello Sport”.
Polak ma problem z łydką, a jego męka nie ma końca” — tak pisze dziennik “La Gazzetta dello Sport” o sytuacji Arkadiusza Milika, który znów walczy z urazem. Gdy wydawało się, że polski napastnik wreszcie wychodzi na prostą i po prawdziwej gehennie (ponad 580 dniach (!)) jest bliski powrotu na boisko, znów doznał urazu. Tym razem Milikowi doskwierają problemy z łydką.
Przerwa 31-latka ma potrwać dwa tygodnie. Milik prawdopodobnie opuści zatem mecze Serie A z US Lecce, Sassuolo i Cremonese.
Nie ma jednak spokoju dla Arka Milika. Nie zdążył nawet powrócić do gry po półtorarocznej przerwie — i ponad 500 dniach przerwy od operacji łąkotki kolana w czerwcu 2024 r. — a Polak musiał ponownie przerwać grę. Były zawodnik Napoli i Marsylii, który siedział na ławce rezerwowych podczas meczów z Romą i Pisą, odczuwa od kilku godzin dyskomfort w łydce i będzie musiał pauzować przez co najmniej dwa tygodnie” — piszą włoscy dziennikarze. W to po prostu trudno już uwierzyć.
Conceição wyzdrowiał. Rugani i Gatti nie zagrają, a Milik miał drobny problem, który musimy dokładnie przeanalizować i jutro może nie być dostępny. Wszyscy pozostali wrócili, w tym Cabal, który wróci na ławkę — powiedział przed sobotnim meczem z Lecce opiekun Starej Damy Luciano Spaletti.