NFL
Ciało znalazła jego ówczesna partnerka ➡️
W barwach Stali przejeździł tylko dwa sezony, ale na wieki pozostanie legendą gorzowskiego klubu. Gdyby nie on bowiem, to powrotu do Ekstraligi mogłoby nigdy nie być. Matej Ferjan w 2007 r. otrzymał lukratywną propozycję korupcyjną. Miał dostać 25 tysięcy euro i odpuścić mecz decydujący o awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej. Nie zrobił tego, ujawnił całą aferę, a na torze wywalczył 10 punktów i poprowadził Stal do awansu. Dziękowało mu całe miasto! W 2011 r. znaleziono go martwego w jego własnym busie.
Matej Ferjan urodził się 5 stycznia 1977 roku w Lublanie. Swoją przygodę ze sportem rozpoczął od narciarstwa klasycznego. Wada kolan sprawiła jednak, że nie mógł dalej uprawiać tej dyscypliny sportu. Przerzucił się więc na żużel.
W polskiej lidze zadebiutował w 1998 r. w Grudziądzu. W trzech meczach wykręcił dla I-ligowego zespołu średnią 1,357 pkt/bieg. W tym samym roku został też brązowym medalistą indywidualnych mistrzostw świata juniorów. Nie przekonało to jednak polskich działaczy do przedłużenia z nim kontraktu.
Kolejną szansę dostał dopiero w sezonie 2000 w ZKŻ Zielona Góra i w pełni ją wykorzystał. W 12 meczach na I-ligowym szczeblu punktował ze średnią 1,967 pkt/bieg.
Jego postępy błyskawicznie zauważyli działacze Włókniarza Częstochowa i zaproponowali kontrakt na sezon 2001. W tym samym roku zadebiutował też w cyklu Grand Prix. W elicie wypadł blado (średnia 1,357 w Ekstralidze i 19. miejsce w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata), więc w kolejnym roku musiał szukać szczęścia w I lidze. Trafił do Opola, skąd po roku przeniósł się do II-ligowego Ostrowa. Tam poprowadził drużynę do awansu, by potem także w I lidze pokazać wreszcie, że jest w stanie być liderem zespołu.
W 2005 r. świetnie punktował dla zespołu z Krosna (2,49), po czym wrócił do Ostrowa, by w końcu w sezonie 2007 zawędrować do Gorzowa.
Rozgrywki tak się ułożyły, że w finale play-off znalazła się Stal i dobrze znana Ferjanowi Ostrovia. Gra toczyła się o wielką stawkę — awans do elity. Play-off rozgrywany był wówczas do dwóch zwycięstw, a obie drużyny wygrały po jednym spotkaniu. O wszystkim zatem miał zdecydować pojedynek zaplanowany na 30 września 2007 r. na torze w Gorzowie.
Już na kilka dni przed zawodami Ferjan zaczął dostawać dziwne telefony i smsy. Ludzie związani z klubem z Ostrowa chcieli, żeby odpuścił mecz. Scenariusz był dokładnie opracowany. Słoweniec miał dwa razy się przewrócić i wycofać z dalszych zawodów, a w zamian zgarnąć 25 tysięcy euro. – Na tamte czasy to była astronomiczna kwota. Wystarczy powiedzieć, że aby tyle zarobić na żużlu, Matej musiał pojechać na solidnym poziomie przynajmniej w sześciu meczach — zdradził nam parę lat temu Władysław Komarnicki, ówczesny prezes Stali.
Żużlowiec nie uległ szantażowi. O korupcyjnej propozycji poinformował klub, a potem zgłosił sprawę na policję. — Pamiętam, że gdy pierwszy raz usłyszałem o propozycji i tej kwocie, to byłem w takim szoku, że nie wiedziałem, co powiedzieć. To nie była zwykła oferta korupcyjna, bo Ferjan był szantażowany i przed i po zgłoszeniu wszystkiego na policję. Mam do niego niesamowity szacunek, bo okazał się bardzo twardym człowiekiem i nawet przez chwilę nie myślał, żeby ugiąć się szantażystom — mówił nam Komarnicki.
Dla działaczy z Gorzowa awans do Ekstraligi był wówczas sprawą być, albo nie być klubu. Stal powoli wygrzebywała się z olbrzymich problemów finansowych i od lat bezskutecznie próbowała powrócić do elity po spadku z niej w sezonie 2002. Drużyna miała za sobą cztery nieudane ligowe batalie i kolejne niepowodzenie spowodowałoby dymisję zarządu i wycofanie największych sponsorów.
Ferjan jednak nie tylko ujawnił korupcyjną propozycję, ale też znakomicie zaprezentował się na torze. Zdobył 10 punktów i dwa bonusy, a Stal wygrała 49:41 i awansowała do elity, w której pozostaje do dziś. Większość fachowców jest zgodnych. Gdyby nie Słoweniec, drzwi do elity mogłyby się zamknąć dla gorzowian na lata.
Zapadły wyroki
Trzy dni po meczu pod zarzutem próby przekupienia zawodnika z Gorzowa, policja aresztowała syna jednego ze sponsorów ostrowskiego klubu — Marcina G.. Do aresztu trafił też trener Lech K.. Potem listę oskarżonych poszerzono jeszcze o ojca Marcina G. — Jana G. i prezesa klubu Jana Ł.