NFL
Maryla Rodowicz przerwała „żarciki” na ściance podczas „Sylwestra z Dwójką”. Dziennikarzy zamurowało
Na sylwestrowej ściance zwykle rządzą uśmiechy, błysk fleszy i szybkie, „podkręcone” pozy. Tym razem w Katowicach wystarczyła jedna prośba fotoreporterów, żeby atmosfera nagle siadła. Maryla Rodowicz usłyszała propozycję „strzelania” do obiektywów i… w sekundę zmieniła ton. Jej reakcja była tak szczera, że w pomieszczeniu zapadła niezręczna cisza.
Sylwester z Dwójką” to wielka machina. Koncert, tempo, kamera, a między wejściami na scenę – szybkie rundy po ściance. Tam też rozgrywają się mini-sytuacje, które widzom umykają, ale w mediach żyją własnym życiem. Maryla pojawiła się w duecie z Kayah, w charakterystycznym, kowbojskim kostiumie. Taki strój aż prosi się o dynamiczne kadry. I dokładnie w tę stronę poszły sugestie dziennikarzy.
Kiedy padła propozycja, żeby pozowała tak, jakby celowała z pistoletów prosto w aparaty, Rodowicz nie weszła w ten żart automatycznie. Zamiast tego zatrzymała się na chwilę i powiedziała coś, co wytrąciło wszystkich z rutyny.
„A to z tym strzelaniem w obecnej sytuacji wojennej to nie wiem czy to takie wam powiem, odpowiednie.”
To nie była wielka deklaracja. Raczej krótka uwaga, wypowiedziana bez patosu. I właśnie dlatego tak mocno zadziałała.
Po tych słowach – według relacji z miejsca – zrobiło się gęsto. Ten rodzaj ciszy, który każdy zna: niby trwa sekundę, a ciągnie się jak minuta. Ktoś próbował to rozbroić półżartem, ktoś inny udawał, że nic się nie stało.
Padło też krótkie, rzucone pod nosem:
No, już za późno.”
Migawki miały już swoje klatki. A sytuacja zaczęła żyć własnym rytmem, bo wszyscy poczuli, że właśnie wydarzyło się coś „nie z planu”.
„Pocisk miłości” uratował klimat. I pozwolił wrócić do zdjęć
Z opisu wynika, że napięcie rozładował dopiero komentarz, który zmienił sens całej scenki. Zamiast „strzelania” – żart o czymś lekkim, bezpiecznym.
„To przecież tylko pocisk miłości.”
I dopiero wtedy wrócił oddech. Maryla mogła dalej pozować, fotoreporterzy mogli zrobić swoje, a cała sytuacja przestała ciążyć w powietrzu.
W świecie, w którym ludzie są wyczuleni na słowa, gesty i symbole, nawet niewinny „kowbojski kadr” potrafi nagle przestać być niewinny. Rodowicz nie zrobiła wykładu. Nie moralizowała. Po prostu zaznaczyła granicę. A to, że zrobiła to w środku sylwestrowej gorączki, tylko wzmocniło efekt.