NFL
Kucharz Magdy Gessler zamordował kolegę w sylwestrową noc. Okropne co zrobił z ciałem
To miała być zwykła sylwestrowa noc. Alkohol, znajomi, mieszkanie na Bielanach. Zamiast toastów – brutalna przemoc. Zamiast Nowego Roku – śmierć, której przez wiele tygodni nikt nie potrafił wyjaśnić. Sprawa Dariusza K. długo była traktowana jako zaginięcie. Prawda okazała się znacznie bardziej przerażająca.
31 grudnia 2020 roku 35-letni Dariusz K. przestał odbierać telefon. Nie wrócił do domu, nie zalogował się do komunikatorów, nie dał żadnego znaku życia. Rodzina zgłosiła zaginięcie i rozpoczęła desperackie poszukiwania. W mediach społecznościowych pojawiły się apele o pomoc i obietnica nagrody
Mężczyzna był ostatni raz widziany w rejonie ulicy Marymonckiej w Warszawie. Nic nie wskazywało, że tej nocy wydarzyło się coś złego. Dopiero z czasem śledczy zaczęli łączyć fakty.
Sylwestrowa impreza, alkohol i narastająca agresja
Dariusz K. spędzał sylwestra w mieszkaniu Pawła Z. na Bielanach. Wśród gości był również Tomasz B., kucharz pracujący wcześniej w warszawskiej restauracji U Fukiera, należącej do Magda Gessler.
Według ustaleń śledczych, po wyjściu części uczestników imprezy między Tomaszem B. a Dariuszem doszło do kłótni. Najpierw była awantura, potem rękoczyny. W pewnym momencie w ruch poszedł nóż.
Śmiertelny cios i brak jakiejkolwiek pomocy
Tomasz B. ugodził Dariusza nożem w szyję. Cios okazał się śmiertelny. Krew zalała mieszkanie. Dariusz upadł na podłogę i po chwili przestał oddychać.
Najbardziej wstrząsające jest to, co wydarzyło się później. Jak ustaliła prokuratura, nikt nie wezwał pogotowia, nie podjęto próby reanimacji ani tamowania krwotoku. Zamiast ratować życie, sprawcy skupili się na zacieraniu śladów.
Ciało w dywanie i nocna podróż do lasu
Zwłoki Dariusza zostały zawinięte w dywan i folię malarską. Kilka dni później Tomasz B. i Paweł Z. kupili samochód, pożyczyli łopatę i wywieźli ciało do lasu w Aninie. Tam wykopali dół i zakopali zwłoki na głębokości około 80 centymetrów.
Po wszystkim wrócili do mieszkania i – jak ustalono – świętowali dalej.
Prywatny detektyw przełamał ciszę
Przełom w sprawie nastąpił dopiero po kilku tygodniach. Rodzina Dariusza wynajęła prywatnego detektywa, który zaczął analizować ostatnie dni życia zaginionego. To on jako pierwszy przekazał śledczym, że mężczyzna prawdopodobnie nie żyje.
Policja zaczęła przyglądać się Tomaszowi B. Wyszło na jaw, że szybko sprzedał mieszkanie i planował ucieczkę za granicę. Został zatrzymany, gdy wychodził od notariusza. Wkrótce w ręce policji wpadł także Paweł Z.
Sekcja zwłok obnażyła skalę brutalności
Podczas wizji lokalnej obaj mężczyźni wskazali miejsce zakopania ciała. W lesie odnaleziono nie tylko zwłoki, ale też torbę należącą do ofiary oraz nóż – narzędzie zbrodni.
Sekcja zwłok wykazała, że Dariusz K. nie został ugodzony raz. Na jego ciele stwierdzono liczne rany kłute twarzy, klatki piersiowej i ramion, złamania żeber, łopatki i kości biodrowej, a także rozległe obrażenia narządów wewnętrznych. To podważyło wersję o „obronie koniecznej”.
Wyrok: dożywocie
Proces zakończył się w lutym 2022 roku. Sąd uznał Tomasza B. za winnego zabójstwa w zamiarze bezpośrednim i skazał go na dożywotnie pozbawienie wolności. Dodatkowo musi zapłacić zadośćuczynienie rodzinie ofiary.
Paweł Z. został skazany za pomoc w zacieraniu śladów i ukrywaniu zwłok – rok i sześć miesięcy więzienia. Wyrok został utrzymany w mocy w postępowaniu apelacyjnym w 2023 roku.
Zbrodnia, o której Warszawa długo nie zapomni
Ta historia pokazuje, jak cienka bywa granica między imprezą a tragedią. I jak często największym szokiem nie jest sam akt przemocy, lecz zimna kalkulacja po fakcie – decyzja, by nie ratować, lecz ukryć.
Dla rodziny Dariusza K. prawda przyszła zbyt późno. Dla miasta była to jedna z tych spraw, które na długo pozostają w pamięci – jako mroczne ostrzeżenie, że sylwestrowa noc nie zawsze kończy się fajerwerkami.