NFL
Joanna Szczepkowska bezwstydnie zakpiła z prezydenta Nawrockiego. Niebywałe co powiedziała
Wystarczyła jedna konferencja i kilka zdań rzuconych w sieć, żeby wróciło stare napięcie. Tym razem nie chodziło o ustawę ani wystąpienie w Sejmie, tylko o coś, co w normalnych warunkach jest administracyjną rutyną: list między rządem a Pałacem. Joanna Szczepkowska uznała jednak, że to, jak cała sytuacja została rozegrana, mówi o państwie więcej niż niejeden oficjalny komunikat.
Według opisywanych w mediach relacji, punktem zapalnym była konferencja Władysława Kosiniaka-Kamysza, podczas której poinformowano o wysłaniu listu do prezydenta. Szczepkowska odczytała to jako znak, że zwykła komunikacja między instytucjami przestaje być czymś oczywistym, skoro wymaga oprawy i przekazu do opinii publicznej.
W swoich komentarzach aktorka uderzyła w sam sens takiego komunikowania spraw. Zwróciła uwagę, że dla osób z zewnątrz mogłoby to brzmieć absurdalnie, bo korespondencja na linii rząd – prezydent powinna być codziennością, a nie wydarzeniem.
„Poinformowali o wysłaniu listu do ‘prezydenta’. Dla obcokrajowca to może być niezrozumiałe: co w tym nadzwyczajnego? Korespondencja między rządem a prezydentem to codzienność, po co aż informować opinię publiczną?”
W kolejnym fragmencie Szczepkowska poszła dalej. Wprost zasugerowała, że rząd nie dostaje odpowiedzi na listy i telefony, a więc trzeba robić konferencje, by w ogóle wymusić reakcję. Ten ton, bardzo ironiczny i bezczelnie prosty, przebił się w sieci najmocniej.
No więc po to, żeby się dowiedziała, że list został wysłany. Szach i mat. Dotąd na wysyłane listy i na telefony od rządu odpowiedzi rezydenta nie ma. Doszliśmy do tego, że przed wysłanym listem trzeba organizować konferencję, a to, jak widać, daje rezultaty. Odpowiedź jest, z czego mamy się podobno cieszyć, jakbyśmy żyli w cesarstwie. Raczył odpowiedzieć! Może inaczej: spełnia swój obowiązek, za który pobiera wynagrodzenie”
Ten fragment jest ważny nie tylko dlatego, że jest ostry. On pokazuje emocję, którą część społeczeństwa dobrze zna: zmęczenie politycznym teatrem, w którym podstawowe obowiązki urzędowe bywają przedstawiane jako „gest”, „dobra wola” albo „ukłon”.
Kim jest Karol Nawrocki i dlaczego każdy taki spór robi hałas
Karol Nawrocki jest urzędującym prezydentem RP. Jego prezydentura od początku jest obserwowana przez pryzmat relacji z rządem Donalda Tuska, bo w polskim systemie to właśnie na styku tych dwóch ośrodków władzy najłatwiej o konflikt kompetencyjny.
Nawrocki jest z wykształcenia historykiem, wcześniej był związany m.in. z Instytutem Pamięci Narodowej. Po wyborach prezydenckich w 2025 roku objął urząd, a jego zaplecze polityczne i twardy styl uprawiania polityki sprawiają, że spory z rządem regularnie trafiają na pierwsze strony.
Jej wpisy nie są analizą prawną. To komentarz obywatelski, podszyty kpiną, ale też frustracją. Szczepkowska nie opisuje paragrafów. Opisuje wrażenie, że państwo działa jak układ, w którym odpowiedź na list jest przedstawiana jak łaska.
I to właśnie dlatego ten temat niesie się tak szeroko. Bo nawet osoby, które nie śledzą polityki codziennie, rozumieją prostą rzecz: jeśli instytucje nie potrafią normalnie ze sobą rozmawiać, to później cierpi na tym wszystko, od bezpieczeństwa po zwykłe sprawy obywateli.