NFL
„Wiedziałem, że mogę wrócić, kiedy świat mnie opluje. Najważniejsze mieć wsparcie bliskich”, wspominał Michał Piróg. Jego relacja z mamą jest naprawdę silna… _______
Łączy ich niezwykła, bezwarunkowa miłość. Michał Piróg i jego mama Anna wspólnie przeszli przez burze i chwile wzruszeń, zawsze stając po swojej stronie. Dziś artysta z dumą przyznaje, że rodzina to jego największa siła i azyl, do którego wraca sercem – nawet z daleka.
W jego życiu zajmuje szczególne miejsce. Choć nie zawsze mówią tym samym głosem, to właśnie jej zawdzięcza najwięcej. Michała Piróga i jego mamę Annę łączy niezwykła, pełna zrozumienia więź. Choreograf i tancerz rzadko uchyla rąbka prywatności, ale zdarzały się chwile, gdy dzielił się z fanami ich wspólnymi kadrami – pełnymi czułości i bliskości. Jedenaście lat temu pani Anna stanęła u boku syna przed obiektywem w poruszającej sesji zdjęciowej dla magazynu VIVA!. A w szczerej rozmowie zdradzili wówczas, co ich dzieli, co ich łączy i dlaczego mimo różnic zawsze mogą na siebie liczyć
Dorastał w domu pełnym miłości i zrozumienia. Wśród najbliższych znajdował bezwarunkowe wsparcie i akceptację. Michał Piróg od zawsze wiedział, że cokolwiek się wydarzy – może na nich liczyć. To właśnie rodzina była jego fundamentem, źródłem siły i poczucia własnej wartości, które pozwoliły mu iść przez życie z podniesioną głową. „Zawsze mama mnie wspierała, chociaż tata też. Byłem rebeliantem od dziecka i uwielbiałem wkładać kij w mrowisko. Nie dla samego wkładania, ale uważam, że nie można udawać, że niektórych rzeczy nie ma i zamiatać je pod dywan”, wspominał w serwisie Dzień Dobry TVN.pl.
Pani Anna nie ukrywa, że wychowanie młodszego syna nie należało do najłatwiejszych. Z uśmiechem, ale i nutą refleksji, przyznała w archiwalnym wywiadzie VIVY!, że bywały momenty, gdy świadomie przymykała oko na jego wybory. Wiedziała, że Michał musi sam odnaleźć swoją drogę – nawet jeśli ta czasem prowadziła pod prąd. „Ciągle musieliśmy go przekupywać i chyba trochę go tym zepsuliśmy. […] Michaś w dzieciństwie bardzo ciężko chorował. Groziło mu, że w ogóle nie będzie chodził. To, co za znaczenie ma te kilka tatuaży czy jakieś drobne wyskoki? Teraz to ja nawet lubię te jego tatuaże. Tylko te ręce mnie wykończyły. Pierwszy tatuaż zrobił sobie, jak miał 17 lat. To było słońce na plecach”, opowiadała Katarzynie Zwolińskiej w VIVIE! z 2014 roku.
Często ustępowała, zresztą nigdy nie kryła, że ma do niego ogromną słabość. Nawet gdy szkoła wzywała ją na rozmowę, wewnętrznie stawała po stronie Michała. Z powagą słuchała uwag nauczycieli, obiecując, że „porozmawia z synem”, ale w głębi serca… przyznawała mu rację. Bo wiedziała, że jego bunt i niezależność były częścią czegoś większego – kształtowania własnej tożsamości. „Bardzo kochamy nasze dzieci i jesteśmy w stanie przebaczyć im wszystko”, wspominała. Starała się nie denerwować, gdy spóźniał się do domu. A zawsze coś stanęło mu na przeszkodzie. „Po drodze zawsze kogoś spotkał, musiał pogadać, kogoś odprowadzić”, opowiadała pani Anna.
Z rodzinnego domu w Kielcach wyfrunął wcześniej niż rówieśnicy. Już jako piętnastolatek Michał Piróg zaczął samodzielnie zarabiać i podejmować decyzje – również te finansowe. Niezależność miała dla niego ogromne znaczenie. To był czas dojrzewania w przyspieszonym tempie, ale też moment, w którym zrozumiał, że swoją przyszłość chce kształtować na własnych zasadach.
“Bardzo chciałem decydować o sobie. Chciałem popełniać błędy, podejmować własne decyzje”, wspominał. Po maturze wybrał Kraków – decyzję, która dla rodziców była emocjonalnym przełomem. Choć przeżywali jego wyjazd, wspierali go z całych sił i ufali, że podąża za własnym sercem. Gdy oznajmił, że swoją przyszłość chce związać z tańcem, nikt nie był zaskoczony. W ich domu, choć dominowały ścisłe umysły – mama ekonomistka, tata inżynier, a starszy brat z wykształceniem technicznym – to właśnie taniec i muzyka tworzyły ciepłe tło codzienności. Kiedy pani Anna po raz pierwszy zobaczyła syna na scenie, nie potrafiła powstrzymać łez. Była dumna. I głęboko wzruszona
Babcia grała na pianinie, moja mama śpiewała w Mazowszu, a ja należałam do kółka tanecznego. Raz nawet w turnieju zajęłam drugie miejsce za fokstrota i tango. Szczerze mówiąc, wolałam, żeby Michał tańczył taniec towarzyski, a nie jakiś współczesny, którego nie pojmowałam. Ale po pierwszym spektaklu, w którym wziął udział, zrozumiałam, że to jest jego wielka pasja. Aż się popłakałam ze wzruszenia”, opowiadała pani Anna dziesięć lat temu w VIVIE!.
Całą rodzinę łączą ciepłe, serdeczne relacje, które przetrwały próbę czasu. Michał Piróg nie ukrywa jednak, że do rodzinnego domu w Kielcach zagląda rzadko. Powodów jest kilka – i choć mówi o nich z uśmiechem, w jego słowach kryje się nuta szczerości. W archiwalnym wywiadzie żartobliwie przyznał: „Nie mogłem tego wytrzymać, tego, że ciągle ktoś kazał mi coś robić. I dlatego się wyprowadziłem i dlatego nie odwiedzam rodziców. Nie rozmawiam też przez telefon z tatą, bo on po czterech zdaniach zaczyna płakać. Wyobrażasz sobie?! Tak mnie kocha i tęskni, że aż płacze! Po pięćdziesiątym „kocham cię” mówię: „Dobra, daj mamę!”.
„Mój brat jest takim pedantem, że jak u niego w mieszkaniu czytasz książkę i odłożysz ją na moment, bo idziesz się wysikać, jak wrócisz, będzie już leżała na swoim miejscu na półce. Gdy przychodzą goście, to on zaraz znika. I wiesz, co robi? Myje im buty. Nakreśliłem mniej więcej obraz mojej rodziny. Dlatego właśnie mamy dobry kontakt, ale rzadki (śmiech)”, zwierzał się Katarzynie Zwolińskiej. Bliscy tancerza znaleźli w tej sytuacji idealne rozwiązanie – to oni przyjeżdżają do niego w gości!
Pani Anna Piróg zawsze cieszyła się ogromnym zaufaniem swoich dzieci. Od najmłodszych lat starała się z nimi rozmawiać – o emocjach, lękach, miłości. Nie unikała też rozmów o tożsamości i orientacji. Michał miał zaledwie 15 lat, gdy zdecydował się powiedzieć mamie, że woli chłopaków. „A ona mi nie uwierzyła” – wspominał po latach. Pani Anna przyznaje, że wtedy się pogubiła. Miała nadzieję, że syn zakochał się w dziewczynie. Potrzebowała czasu, by zrozumieć. Ale najważniejsze było to, że nie przestała kochać – bezwarunkowo. „Zawsze otaczał cię wianuszek dziewczyn. Widywałam cię, jak idziesz roześmiany z koleżanką, trzymacie się za ręce. Twoje koleżanki wyznawały mi miłość do ciebie”, wspominała przed laty. I dodawała: „Chciałam, żebyś miał normalne życie, rodzinę, dzieci, bo wydawało mi się, że to da ci szczęście. A tylko na twoim szczęściu mi zależy”.
Jak wyznała w wywiadzie VIVY! z 2014 roku przypuszczała, że jej syn jest homoseksualistą. Wszystko potwierdziło się, gdy spotkała Michała z innym chłopakiem. To w żadnym stopniu nie zmieniło ich relacji. „Rodzice muszą zrozumieć, że mieć dziecko geja lub lesbijkę to nie jest dramat. Kiedy rodzi się dziecko, to deklarujemy, że to największy skarb, a potem, jak nie spełnia naszych nadziei, tak łatwo niektórym przychodzi się odwrócić. Tak nie powinno być”, tłumaczyła mama tancerza. “Jestem osobą bardzo tolerancyjną. Tak zostałam wychowana. Rodzice zawsze mi powtarzali, że ludzie nie dzielą się na gorszych i lepszych. Mówili, że żeby być szanowanym, ja też muszę ludzi szanować. Pomagam bezdomnym, nie brzydzę się opiekować starszymi osobami. I nigdy nie oceniałam tego, że ktoś jest w porządku, bo jest heteroseksualny, a ktoś inny nie, bo jest homoseksualny”, dodawała.